Cykl książkowy #8 – Nowy, wspaniały świat

Czytając różne polecajki często można trafić na książkę “Nowy, wspaniały świat”, która jest stawiana obok innej powieści, “Roku 1984”, jako doskonały przykład-hipoteza (i satyra przy okazji) w jaki sposób, z naszych decyzji, a raczej poprzez decyzję ludzi ponad nami, tj. polityków, w celu ustabilizowania świata stanie się on własną karykaturą, a my do niego dołączymy, jako jego obywatele. Obie te książki są zbudowane na bardzo podobnej konstrukcji, ale mają też sporo różnic. Przejdę jednak do powieści Huxleya.
Autor przenosi się nas w przyszłość, do roku 2540 (książka została napisana w 1931), w okolice Londynu – do świata idealnego. Ludzie w nim są dokładnie zaprogramowani – za pomocą naturalnych odruchów, manipulacji chemicznej i psychologicznej, nauki poprzez sen i narkotyków. Ludzkość została podzielona na szereg sztywnych kast, która każda ma co innego na celu. Jedni są pracownikami fizycznymi, inni umysłowymi, a jeszcze inni zajmują się rządzeniem. Kasty są określane bardzo prosto, poprzez greckie litery alfabetu – są epsilony, bety czy alfy. Oczywiście, każda z tych kast jest inaczej warunkowana, a głównym czynnikiem jest tu dostęp o tlenu. Epsilony, najniższa kasta, dostają go najmniej, dlatego też jest wyraźnie niższa i ograniczona umysłowo. Oczywiście idąc kastami wyżej, tego tlenu jest coraz więcej.
Przewidując rolę nowych osobników często ogranicza się ich płodność (niekontrolowany rozród nie jest pożądany), książki się eliminuje (szczególnie te “artystyczne” i z wiedzą ogólną), zostają te z wiedzą specjalistyczną), a klasyczne kino zostaje zastąpione kinem czuciowym (odczuwanie fizycznych wrażeń, które przeżywają postacie w filmie). Ludzie nałogowo biorą narkotyki, konkretnie somę – halucynogen, uspokaja ludzi i niweluje koncentrację na rzeczywistości. Oprócz tego ludzie stają się własnością publiczną (każdy dla każdego, każda osoba uprawia seks niemal codziennie, a w ciągu kilku dni często ma kilku partnerów), i jeden z bohaterów dobrze podsumowują to, mówiąc że “jeśli traktują się jak mięso, to nie są niczym więcej jak mięsem”. Wszystkie te elementy maja prowadzić ludzi do jak największej szczęśliwości. Rodzi się jednak pytanie, czy ta “szczęśliwość” nie odziera ich z człowieczeństwa?
Akcja zasadza się na opowieści do “człowieku głęboko nieszczęśliwym” i “ostatnim prawdziwym człowieku”. Ten pierwszy to alfa jednak wskutek jakiegoś nieokreślonego wypadku jest brzydszy i niższy od innych alf przez co nieraz czuje się wyrzutkiem. Celowo odrzuca “zbawienne” działanie somy. W takiej sytuacji staje popsutym elementem mechanizmu, którego sam krytykuje, ale kiedy w końcu przestaje być wyrzutkiem wszelkie jego uwagi znikają. Pokazuje to jak bardzo zależy nam na byciu częścią społeczeństwa, jakiekolwiek by ono nie było.
Drugim przypadkiem jest Dzikus z rezerwatu, wychowany w całkiem innych warunkach, czytający dzieła Szekspira i nie rozumiejący szczęścia w rozumieniu Nowego, Wspaniałego Świata. Wszędzie widzi fałszywość i iluzję. Ich zachowanie budzi w nim wstręt i obrzydzenie. Muszę przyznać, że w mojej opinii, całkiem słusznie.
Wizja Huxleya jest tym bardziej przerażająca kiedy uświadomimy sobie, że powoli idziemy tą drogą. Nasz świat nie jest przypadkiem brutalności orwellowskiej a właśnie komfortowej wizji szczęścia według Huxleya. To też nie jest do końca prawdą, nasz świat łączy obie te wizje, nadal jednak nasza przyszłość przypomina Nowy, Wspaniały Świat.

Advertisements

Cykl książkowy #7 – Nakręcana pomarańcza

Nakręcana pomarańcza to książka, które cię zadziwi, zaszokuje, doprowadzi do mdłości, a na koniec spełni. Najpierw parę słów wstępu. “Nakręcana…” to wersja A książki napisanej przez Anthony’ego Burgessa i przetłumaczona przez Roberta Stillera. A – czyli amerykańska/angielska, z przeciwieństwie do wersji oryginalnej (Mechaniczna pomarańcza) rusycyzmy zostały zastąpione anglikanizmami. Sama powieść bywała cenzurowana, a wielką sławę przyniosła jej ekranizacja (Stanley Kubrick, 1971). Niestety ekranizacja, podobnie jak amerykańskie wydanie książki są pozbawione ostatniego rozdziału, który znacznie zmienia postrzeganie treści.

Motywem przewodnim książki jest przede wszystkim wolność. Autor dywaguje czy dobro i zło może istnieć jeżeli człowiek zostanie pozbawiony wyboru, i czy wtedy można taką osobę nazwać człowiekiem. W ramach tej myśli autor porusza też inne tematy, takie jak: wpływ kultury na destrukcyjne działania ludzi, “przeprogramowanie” społeczeństw przez polityków, egocentryzm, kontrola zachowań, dążenia do władzy nad innymi czy też dorastanie.

Sama akcja powieści osadzona jest w niesprecyzowanej przyszłości, i słabo określonej przestrzeni przez co możemy ją umieścić gdziekolwiek zechcemy. Historia opowiada o grupie młodzieży, której przewodzi Alex, piętnastoletni chłopiec. Razem dokonują różnych bezeceństw oscylujących wokół przemocy, morderstw czy gwałtów.

Na szczególną pochwałę zasługuje tłumacz, który potrafił wytworzyć nowy język (między językiem rosyjskim a angielskim jest sporo różnic) i czyta się to niezwykle ciekawie – już ze względu na sam język! Oczywiście, czasami trzeba się zatrzymać, pomyśleć co znaczą dane słowa, co prawda jest słowniczek, ale radziłbym nie korzystać z niego o ile nie jest to potrzebne.

Cykl książkowy #4 – Na glinianych nogach

Tekst został pierwotnie opublikowany 12.04.2017r.

To rzeczy w które wierzysz czynią cię człowiekiem.

Powieść Na glinianych nogach to trzecia część cyklu o Straży Miejskiej osadzonej w Świecie Dysku (konkretnie miasto Ankh-Morpork) napisanej przez śp. Terry’ego Pratchetta. Sama książka nieco różni się od poprzednich części, nie jest aż tak śmieszna (mamy tu mniej żartów sytuacyjnych) natomiast posiada więcej treści, a sama intryga jest mniej oczywista.

W mieście szaleje morderca, ginie dwóch staruszków, ktoś próbuje otruć Patrycjusza, a Samuel Vimes, teraz już Sir Samuel Vimes, uczy się jak obywać wśród wyższych elit, natomiast do Straży Miejskiej dołącza nowy rekrut.

Po raz kolejny i trzeci z rzędu mamy do czynienia z kryminałem fantasy, tym razem jednak tajemnica jest utrzymywana dłużej. Poszczególni członkowie naszej niezwyciężonej i jakże majestatycznej Straży Miejskiej rozwiązuje poszczególne elementy układanki lecz cały sens intrygi utrzymywany jest w cieniu do samego końca. poznajemy przeszłość Vimesa, która z części na cześć staje się coraz bardziej skomplikowanym przypadkiem.

Ponownie powraca problem władzy, wątki arystokracji i gildii są szerzej rozwijane, a w ich intrygi zostają wplatani zarówno Komendant Straży, jak i jego “mniejsi”podkomendni. Będąc przy podkomendnych, nadmienię, że do Straży dołączą nowy rekrut – krasnolud Cudo Tyłeczek, który jest dobrą zabawą (chociaż występuje tu głównie humor słowny) z tropami dotyczącymi płciowości tych właśnie małych istot oraz pewien ateista który wygłasza całkiem dobre argumenty natury teologicznej.

W tej części humor nie jest już tak wszechobecny jak w dwóch pozostałych, opiera się w znacznej mierze na dialogach i humorze słownym, mniej jest tu humoru sytuacyjnego. W tej części ważniejsza była intryga co nie znaczy, że nie było co najmniej kilku sytuacji gdzie można było się śmiać szczerym śmiechem.

Podsumowując, warto przeczytać. Jeśli lubisz książki Pratchetta to się nie zawiedziesz.

Cykl książkowy #3 – Zbrojni

Pierwotny tekst został opublikowany 01.04.2017r.

Jednak patrycjusz dosyć lubił ogrody — na swój spokojny sposób. Miał pewne poglądy na temat umysłowości większej części rodzaju ludzkiego i ogrody sprawiały, że uznawał je za w pełni uzasadnione.

Powieść Zbrojni to druga część cyklu o Straży Miejskiej osadzonej w Świecie Dysku (konkretnie miasto Ankh-Morpork) napisanej przez śp. Terry’ego Pratchetta. W mojej opinii znacznie lepsza od części pierwszej.

Z okładki bije mocno kiczowaty klimat fantasy, i akurat do tej serii pasuje to idealnie, i nie powoduje “złego” śmiechu.

Obecny Kapitan Straży (Samuel Vimes) ma w ciągu dwóch dni odejść na emeryturę i zacząć życie w cywilu wraz ze swoją nową wybranką, Straż Miejska ma za zadanie pozyskać nowych rekrutów, którzy będą reprezentowali różnorodne grupy etniczne, a przez miasto przechodzi fala nielicencjonowanych morderstw.

W Zbrojnych czytelnik ma okazję poznać szereg nowych postaci, oprócz antagonistów poznawanych w iście kryminalny sposób (podobnie jak poprzednio), poznajemy nowych funkcjonariuszy Straży: Cuddy’ego (rodowity krasnolud), Detrytusa (troll, czyli kupa kamieni) i Anguę (kobietę, która skrywa mroczny sekret). Szybko moim faworytem stał się Detrytus, który jest prowokatorem wielu śmiesznych sytuacji, sam często zachowuje się jak “głupi troll”, ale przy okazji może być też piekielnie inteligentny.

W powieści występuje lekkie przeniesienie narracji. Główny bohater poprzedniej części, Samuel Vimes występuje okazjonalnie, kiedy tylko to się zdarza zwraca na siebie sporą uwagę – jego słowno-moralne pojedynki z Patrycjuszem i alkoholowe przemyślenia mocno zapadają w pamięć. Narracja skupia na kapralu Marchewie (wyimaginowanym krasnoludzie), poznajemy go dokładniej, on sam wydoroślał i jest ofiarą wielu ciekawych wątków.

Humor ponownie nie zawodzi, problemy filozoficzne i etycznie ponownie zakute są w iście slapstickowy humor, którego nie sposób nie docenić. Dialogi zapadają w pamięć, mamy też całkiem sporo żartów sytuacyjnych, których jednak nie zdradzę, byście sami mogli je odkryć.

Na przestrzeni akcji Zbrojnych lepiej poznajemy miasto, mamy do czynienia z nieumarłymi, Gildią Błaznów, Gildią Skrytobójcy czy też Psią Gildią. Bohaterowie czasami zapuszczają się w czasy zamierzchłe, do czasów królów, jako iż Pratchett ponownie podejmuje motyw władzy i wychodzi z niego obronną ręką. Jest tu sporo akcji – mamy do czynienia z wydarzeniami, które znacząco wpływają na Miasto, ale też zadecydują o przyszłości Straży Miejskiej.

Jednakże głównym czynnikiem dla, którego ta część cyklu podoba mi się bardziej od poprzedniej to fakt, że jest bardziej dramatyczna. Niebezpieczeństwo realnie zagraża bohaterom (mimo, że jest one traktowane w bardzo lekki sposób), relacje między poszczególnymi bohaterami znacząco się rozwijają. Czytelnik jednocześnie może się śmiać i wzruszać.

Wszystkie te elementy składowe zbierają się na bardzo dobrą książkę, którą poleciłbym każdemu. Rozweseli ona nawet największego smutasa i ponuraka na Ziemi. Obok niej nie można przejść obojętnie. Na dodatek jest ona bardzo aktualna, gdyż parodiuje obecne zidiocenie dotyczące wszelkich parytetów i zarazem jest bardzo szczerze-tolerancyjna sama w sobie.