Szwedzki okres wojny trzydziestoletniej

Po zażegnaniu zagrożenia duńskiego i podpisania pokoju w Lubece (1629) cesarz Ferdynand II miał wolne ręce i czuł się bardzo pewnie. Posiadał bardzo silną armię pod wodzą Albrechta von Wallensteina, elektorzy domagali się jednak zwolnienia dowódcy i rozpuszczenia armii. Nie zważając na ich protesty, cesarz nadal prowadził politykę prokatolicką wydając tzw. edykt restytucyjny, który cofał sekularyzację ziem zakonnych. Tymczasem na północy, „cichy wróg” Ligi Katolickiej, Szwecja, która wspierała Duńczyków, po zawarciu pokoju z Polsku w 1629 r., również miała wolne ręce i dogodną sytuację dla interwencji w sprawy wewnętrzne Rzeszy.

Postać Wallensteina zaznaczyła się bardzo mocno już podczas duńskiego okresu wojny trzydziestoletniej. Nie zamierzał on jednak poprzestać na swoich sukcesach. Następny etap wojny miał okazać się, zarówno jego wzlotem, jak i upadkiem. W toku całej wojny raz po raz pokazywał swój niezwykły kunszt wojenny. Podczas powstania na Czechach udowodnił swoją lojalność wobec Habsburgów, zdradzając stany morawskie, których był pułkownikiem. Po wojnie z Czechami skupował za bezcen posiadłości ziemskie na ich terenie szybko przejmując ich ¼ powierzchni jako swoją własność. Cesarz uczynił go księciem Frýdlandu i Żagania. Podczas duńskiego etapu wojny Wallenstein z własnych środków ufundował armie dla cesarza i razem z generałem Tillym przeprowadził udaną ofensywę na w kierunku Holsztynu i Jutlandii za co otrzymał od cesarza Meklemburgię. Ostatecznie, w 1630r., na zjeździe w Ratyzbonie, wskutek gwałtownego ataku elektorów katolickich i protestanckich cesarz dymisjonuje Wallensteina

Największym wrogiem Rzeszy w tym okresie wojny okaże się Gustaw II Adolf, ówczesny król Szwecji. Gustaw charakteryzował się niezwykłą energicznością, talentem administracyjnym i wojskowym. Przeprowadził szereg reform: reformę kościelną wzmacniającą luteranizm jako państwową religię Szwecji, doprowadził do wzrostu wydobycia miedzi i żelaza, reformę oświaty opartą na laicyzacji i utworzeniu gimnazjów, najwięcej jednak środków poświęcił na reformę wojska – uzupełnił stan liczebny armii obcymi zaciągami, szlachta zobowiązana byłą do służby na koniu (rusttjänst), chłopi czynszowi służyli w tzw. rotar, a ci którzy nie służyli osobiście zobowiązani byli do płacenia specjalnego podatku wojennego – rotepenningar. Gustaw unowocześnił armię tworząc nową organizację, którą podstawą była piechota podzielona na brygady, regimenty, bataliony i kompanii. Charakterystyczną cechą były obecne w każdej jednostce lekkie działka, które znacząco zwiększały siłę piechoty zaopatrzonej w muszkiety. Ostatnią zasadniczą kwestią jest taktyka, które polegała na odbieraniu nieprzyjacielowi punktów, na których opierały się jego linie zaopatrzeniowe i siły wroga.

Szwecja chciała zaingerować w sprawy Rzeszy wcześniej, ale konflikty z Polską z lat 1625-1629 wiązał sporą cześć jej sił. Prowadzili ją z kilku powodów. Po pierwsze – w celu zabezpieczenie wschodniej flanki, którą zajmowali Polacy jako sojusznicy Habsburgów (kwestia działań lisowczyków jako tzw. „pierwszej odsieczy wiedeńskiej”. Po drugie – przejęcie dochodów z polskiego handlu morskiego. Po trzecie – rozstrzygnięcie sporu o Inflanty. Wojna toczyło się ze zmiennym szczęściem. Pomimo zwycięskich przez Polaków bitew pod Oliwą i Trzcianą oraz krytycznej sytuacji w Niemczech (zwycięstwo Wallensteina nad Chrystianem IV, wskutek tego wydarzenia król Szwecji coraz bardziej chciał przerzucić część wojsk na teren Rzeszy) Szwedom udało się zawrzeć korzystny pokój w Altmarku – Gdańsk został zdemilitaryzowany, a i samo miasto zawarło specjalną umowę ze Szwedami, które pozwoliło im na pobieranie ceł z polskiego handlu morskiego, co znacząco wpłynęło na ich finanse w przededniu inwazji na Niemcy.

Jak wcześniej wspomniałem po pokonaniu kolejnych trzech wrogów (Czechy, Palatynat, Dania) stał się bardzo pewny i wydał tzw. edykt restytucyjny (1629), która znacząco godził w interesy elektorów protestanckich. Według edyktu wszystkie majątki utracone na rzecz protestantów od rozejmu passawskiego miały wrócić do katolickich właścicieli. Edykt został wprowadzony wbrew radom Wallensteina, który zaczął tracić poparcie cesarze, i jak wcześniej zostało zauważone – został zdymisjonowany podczas zjazdu w Ratyzbonie. Sytuacja Ferdynanda II nie prezentowała się dobrze. Edykt wywołał większe protesty wśród protestantów niż cesarz się spodziewał, na dodatek popadł w konflikt z Liga Katolicką, gdzie punktem zapalnym była sprawa Wallensteina. Równocześnie do tych wydarzeń, w Niemczech desantu dokonał Gustaw II Adolf. Sprawa szwedzka pozostała początkowo zlekceważona przez Ligę Katolicką, sądzili oni, że Szwedzi chcą jedynie przywrócić Meklemburgię wygnanym książętom protestanckim, jako że Ferdynand II nadal Meklemburgię Wallensteinowi to nie poczuwali się oni do żadnej interwencji w obronie jego ziem.

Mimo dogodnej sytuacji politycznej Gustaw II początkowo nie odnosił w Rzeszy żadnych znaczących sukcesów, czy to natury militarnej, czy politycznej (mimo zdobyciem wysp Uznam i Wolin oraz sporej części Pomorza Przedniego nadal wielu książąt protestanckich nie chciało dołączyć do jego sprawy). Doskonale zdawał sobie sprawę, że potrzebuje sojuszników i środków pieniężnych, dlatego też rok 1630 był w dużej mierze spokojny i jedynie połowicznie udany. Protestanccy możni posiadający znaczną władzę – głównie elektor saski (Jan Jerzy) i brandenburski (Jerzy Wilhelm) nie kwapili się do poparcia Szwedów, obawiając się jej potęgi. Dopiero końcówka roku przyniosła wydarzenie, które pierwotnie nie zapowiadały zmiany koniunktury, ale w szerszej perspektywie bardzo pomogła Szwedom. Tym wydarzeniom było oblężenie Magdeburga. Książęta meklemburscy i administrator Magdeburga bardzo liczyli na działa króla Szwecji, co pozwoliłoby im na odzyskanie straconych terenów. Przyczyn oblężenia Magdeburga należy szukać w zachowaniu Wallensteina, który nie pałając sympatią do naczelnego generała Ligi Katolickiej (generał Tilly) wolał sprzedawać zboże meklemburskie w Hamburgu niż wysłać je na pomoc wojskom katolickim. Ostatecznie Tilly postanowił zdobyć Magdeburg w celu podreperowania swoich linii zaopatrzeniowych. Miasto padło w maju 1631 roku, podczas szturmu ktoś wywołał pożar i z dwudziestopięciotysięcznego miasta przeżyło jedynie pięć tysięcy osób, a sam Tilly więcej stracił niż zyskał po zdobyciu miasta. Duża część zaopatrzenia na, które liczył została stracona w pożarze, postawił jedynie Ligę Katolicką w gorszym świetle niż dotychczas.

Pożar Magdeburga okazał się kluczowym wydarzeniem podczas inwazji szwedzkiej. Wcześniej, w styczniu, w Bärwalde, Szwedom udało się dojść do porozumienia z Francją według którego uzyskali oni pomoc finansową, w zamian zobowiązali się przywrócić utraconą pozycję protestanckim książętom Rzeszy. Jeszcze w kwietniu, podczas zjazdu w Lipsku (odbywał się od lutego do kwietnia) elektor saski i brandenburski przyrzekali wierność cesarzowi. Ten pierwszy zmienił stronę po tragedii Magdeburga, a drugi został zmuszony do zmiany strony pod groźbą armat. Wzmocniwszy armię, Gustaw II mógł zmierzyć się ze swoimi najgroźniejszymi przeciwnikami – generałem Tilly i Wallensteinem. Do pierwszej walnej bitwy doszło we wrześniu pod Breitenfeldem, gdzie szwedzki król rozbił i zdziesiątkował wojska Tilly’ego. Te działania otworzyły mu drogę w głąb Niemiec – Szwedzi udali się na południowy zachód, a saskie wojska sprzymierzone na tereny Czech, gdzie w listopadzie zajęli Pragę.

Szereg zwycięstw jakie w krótkim czasie odniósł Gustaw II coraz bardziej przekonywały go do oderwania od cesarstwa księstw protestanckich i utworzenia z nich związku pod protektoratem szwedzkim, tzw. corpus evangelicorum. Poruszając się jeszcze bardziej na południe, u granic Bawarii, nad rzeką Lech, król szwedzki ponownie pokonał Tilly’ego, sławny i zwycięski generał z Białej Góry został ciężko ranny i wkrótce zmarł. Bitwa miała miejsce w kwietniu, następnie Gustaw zajął Augsburg i Monachium. Sytuacja Habsburgów stała się krytyczna, zagrożone zostały dziedziczne ziemi dynastii, król szwedzki zyskał wpływy, których nikt nie był w stanie przewidzieć. Nie podobało się tego jego sojusznikom, szczególnie Francji, która niechętnie patrzyła na wzrost potęgi sprzymierzeńca i nie była z zadowolona z klęski Bawarczyków, którzy również byli ich sojusznikami. Wytworzyła się sytuacja, na którą czekał Wallenstein. Po śmierci Tilly’go to on był najbardziej doświadczonym i zwycięskim generałem cesarstwa, to w nim pokładano duże nadzieje. Nadszedł jego czas, by oczyścić się z niełaski. Jeszcze w kwietniu tego samego roku zawarł układ z Habsburgami w Göllersdorfie. Niestety nie jest znana jego treść, ale Habsburgowie musieli mu nadać dużą władzę, zarówno nad wojskiem, jak i w sferze politycznej.

Wallenstein od razu zaczął działać. Swoją ofensywę rozpoczął od odzyskania Czech, wkrótce potem połączył się z Maksymilianem Bawarskim i odparł wojska Gustawa II pod Alte Veste i Fürth (walki trwały od lipca do listopada). Król szwedzki całkowicie zawiódł się na swoich sojusznikach, którzy obecnie stanowili większą część jego armii. Wysuwał propozycję pokoju, gdzie warunkiem było anulowanie edyktu restytucji, pokój został odrzucony. Dwie armie spotkały się w Saksonii, nieopodal Lützen. Bitwa odbyła się 16 listopada i poskutkowała w bardzo licznych stratach po obu stronach. Zginął Pappenheim, jeden z generałów Ligi Katolickiej, zginął również Gustaw II Adolf. Wallenstein nie świętował jednak sukcesu, to Szwedzi wygrali, nie Habsburgowie. Po śmierci Gustawa dowództwo nad polem bitwy przejął książę Bernard Weimarski i to on poprowadził wojska szwedzko-saskie do zwycięstwa. Śmierć Gustawa nie przekreślała planów politycznych Szwecji, ale otwierała nowe perspektywy dla Habsburgów.

W tym momencie warto się zastanowić nad przyczynami interwencji Gustawa II w Rzeszy. Stanął w obronie protestantów, ale biorąc pod uwagę czas i okoliczności jego inwazji (pamiętajmy, że nawet mając związane ręce podczas konfliktu z Polską, Gustaw II nadal wspierał króla Danii – Chrystiana IV, podczas konfrontacji „duńsko-niemieckiej”, na dodatek poprzez układy z Rosją trzymał też w szachu Polskę, co nie przemawia za motywem obrony wiary) trudno wyobrazić sobie, żeby to była jego główny i “właściwy” powód. Obrona wiary i pomoc uciskanym protestantom brzmią szlachetnie i słusznie, ale nie mają wiele sensu biorąc pod uwagę perspektywę polityczną. Znacznie bardziej prawdopodobnym powodem była widoczna podczas ofensywy próba utworzenia związku składającego się z państw i państewek protestanckich pod protektoratem Szwecji – taki związek stanowiłby solidną przeciwwagę dla Habsburgów i Ligi Katolickiej. Ostatnim powodem, który mógł być przyczyną inwazji jest powiązany z drugim. Królowi Szwecji mogło chodzić może nie tyle o bycie hegemonem Europy (nie miało to na dłuższą metę przyszłości biorąc pod uwagę zasoby ludzkie i finansowe Szwedów), ale zmiana sił w Europie była już całkowicie prawdopodobna. Tak czy inaczej, jego plany spaliły na panewce, po części przez jego porywczość, nieraz ruszał na czele kawalerii podczas bitwy – to, co nie przyniosło negatywnych skutków podczas bitew z Tillym okazało się śmiertelne podczas konfrontacji z Wallensteinem.

Jak wspominałem wcześniej, sama śmierć Gustawa II nie przekreślała politycznych celów Szwedów, dowództwo przejęli najbliżsi współpracownicy zmarłego króla, z Bernardem Weimarskim i Alexem Oxenstiernem na czele. Razem udało im się dojść do porozumienia ze stanami protestanckimi w południowo-zachodnich Niemczech. Układ został nazwany ligą w Heilbronn (kwiecień 1633). Ligą przewodził kanclerz szwedzki.

Wallenstein przegrał bitwę pod Lützen, zdołał jednak zbiec. Cały rok 1633 poświęcił na prowadzenie polityki na własną rękę, niekoniecznie zgodnej z polityką Habsburgów. Bardzo nie w smak były im rozmowy prowadzone z protestantami. Dla Habsburgów, którzy mieli znacznie większe pole manewru po śmierci Gustawa II Wallenstein stawał się pierwsze niepotrzebny, a później wręcz przeszkodą. W pierwszej połówce roku prowadził negocjacje z Saksonią w celu zerwania sojuszu ze Szwedami, na te negocjacje miał pełne pomocnictwo cesarza. Nie miał go natomiast na negocjacje ze Szwecją, Francją i czeskimi emigrantami, z którymi również prowadził rozmowy. Solą w oku cesarza stały się rozmowy z czeskimi emigrantami, przez które przywarła do niego plotka, jakoby miał ambicję na czeską koronę. Z czasem plotki uległy radykalizacji i nie mówiono już o koronacji, a o rzekomych zdradliwych zamiarach wobec cesarza Ferdynanda II. Ostatecznie w lutym 1634 Wallenstein zostaje zabity w Eger z polecenia cesarza. Historiografia czeska ma niemały problem z ocenieniem działań Wallensteina. Stara szkoła historiografii czeskiej widziała w nim bohatera narodowego na wzór Napoleona, który miał ostatecznie wyzwolić Czechy spod panowania Habsburgów. Nowsza szkoła przedstawia go w negatywnym świetle, przyrównując go do egoistycznego kondotiera łasego na wyłącznie własny zysk. Prawda prawdopodobnie leży gdzieś pośrodku. Niezależnie od jego motywów, należy zdać sobie sprawę, że jego śmierć była ciosem dla emigracji białogórskiej, która z nim łączyła swoją przyszłość.

Wojna powoli wygasała. Szwedzi odnosili militarne sukcesy, a polityczni sojusznicy coraz bardziej się od nich oddalali. Członkowie Związku Heilbrońskiego mieli dość wojny i przede wszystkim finansowania Szwedów. Stany Zjednoczonych Prowincji wraz z Palatynatem nosiły się z zamiarem wystawienia własnej armii w celu uniezależnienia się od Szwecji. Francja była mocno zaniepokojona potęgą tego północnego kraju, a Brandenburgia i Saksonia prowadziły tajne rokowania z cesarzem. Jakby tego mało, jesienią 1633r. na tereny Rzeszy wkroczyła armia hiszpańska powracająca z Mediolanu i znacząco wzmocniła oddziały cesarskie. Po serii drobnych potyczek armia cesarska gromi Szwedów we wrześniu 1634 pod Nördlingen. Rozpada się Związek Heilbroński, a w maju 1635r. Saksonia podpisuje w Pradze pokój z cesarzem. Wkrótce pod aktem pokoju pojawiają się podpisy większości stanów niemieckich. Pokój w Rzeszy nie trwa jednak długo, w niedługim czasie Francja wypowiada wojnę Hiszpanii. Rozpoczyna się francusko-szwedzki okres wojny trzydziestoletniej.

Advertisements

Cykl książkowy #4 – Na glinianych nogach

Tekst został pierwotnie opublikowany 12.04.2017r.

To rzeczy w które wierzysz czynią cię człowiekiem.

Powieść Na glinianych nogach to trzecia część cyklu o Straży Miejskiej osadzonej w Świecie Dysku (konkretnie miasto Ankh-Morpork) napisanej przez śp. Terry’ego Pratchetta. Sama książka nieco różni się od poprzednich części, nie jest aż tak śmieszna (mamy tu mniej żartów sytuacyjnych) natomiast posiada więcej treści, a sama intryga jest mniej oczywista.

W mieście szaleje morderca, ginie dwóch staruszków, ktoś próbuje otruć Patrycjusza, a Samuel Vimes, teraz już Sir Samuel Vimes, uczy się jak obywać wśród wyższych elit, natomiast do Straży Miejskiej dołącza nowy rekrut.

Po raz kolejny i trzeci z rzędu mamy do czynienia z kryminałem fantasy, tym razem jednak tajemnica jest utrzymywana dłużej. Poszczególni członkowie naszej niezwyciężonej i jakże majestatycznej Straży Miejskiej rozwiązuje poszczególne elementy układanki lecz cały sens intrygi utrzymywany jest w cieniu do samego końca. poznajemy przeszłość Vimesa, która z części na cześć staje się coraz bardziej skomplikowanym przypadkiem.

Ponownie powraca problem władzy, wątki arystokracji i gildii są szerzej rozwijane, a w ich intrygi zostają wplatani zarówno Komendant Straży, jak i jego “mniejsi”podkomendni. Będąc przy podkomendnych, nadmienię, że do Straży dołączą nowy rekrut – krasnolud Cudo Tyłeczek, który jest dobrą zabawą (chociaż występuje tu głównie humor słowny) z tropami dotyczącymi płciowości tych właśnie małych istot oraz pewien ateista który wygłasza całkiem dobre argumenty natury teologicznej.

W tej części humor nie jest już tak wszechobecny jak w dwóch pozostałych, opiera się w znacznej mierze na dialogach i humorze słownym, mniej jest tu humoru sytuacyjnego. W tej części ważniejsza była intryga co nie znaczy, że nie było co najmniej kilku sytuacji gdzie można było się śmiać szczerym śmiechem.

Podsumowując, warto przeczytać. Jeśli lubisz książki Pratchetta to się nie zawiedziesz.

Cykl książkowy #3 – Zbrojni

Pierwotny tekst został opublikowany 01.04.2017r.

Jednak patrycjusz dosyć lubił ogrody — na swój spokojny sposób. Miał pewne poglądy na temat umysłowości większej części rodzaju ludzkiego i ogrody sprawiały, że uznawał je za w pełni uzasadnione.

Powieść Zbrojni to druga część cyklu o Straży Miejskiej osadzonej w Świecie Dysku (konkretnie miasto Ankh-Morpork) napisanej przez śp. Terry’ego Pratchetta. W mojej opinii znacznie lepsza od części pierwszej.

Z okładki bije mocno kiczowaty klimat fantasy, i akurat do tej serii pasuje to idealnie, i nie powoduje “złego” śmiechu.

Obecny Kapitan Straży (Samuel Vimes) ma w ciągu dwóch dni odejść na emeryturę i zacząć życie w cywilu wraz ze swoją nową wybranką, Straż Miejska ma za zadanie pozyskać nowych rekrutów, którzy będą reprezentowali różnorodne grupy etniczne, a przez miasto przechodzi fala nielicencjonowanych morderstw.

W Zbrojnych czytelnik ma okazję poznać szereg nowych postaci, oprócz antagonistów poznawanych w iście kryminalny sposób (podobnie jak poprzednio), poznajemy nowych funkcjonariuszy Straży: Cuddy’ego (rodowity krasnolud), Detrytusa (troll, czyli kupa kamieni) i Anguę (kobietę, która skrywa mroczny sekret). Szybko moim faworytem stał się Detrytus, który jest prowokatorem wielu śmiesznych sytuacji, sam często zachowuje się jak “głupi troll”, ale przy okazji może być też piekielnie inteligentny.

W powieści występuje lekkie przeniesienie narracji. Główny bohater poprzedniej części, Samuel Vimes występuje okazjonalnie, kiedy tylko to się zdarza zwraca na siebie sporą uwagę – jego słowno-moralne pojedynki z Patrycjuszem i alkoholowe przemyślenia mocno zapadają w pamięć. Narracja skupia na kapralu Marchewie (wyimaginowanym krasnoludzie), poznajemy go dokładniej, on sam wydoroślał i jest ofiarą wielu ciekawych wątków.

Humor ponownie nie zawodzi, problemy filozoficzne i etycznie ponownie zakute są w iście slapstickowy humor, którego nie sposób nie docenić. Dialogi zapadają w pamięć, mamy też całkiem sporo żartów sytuacyjnych, których jednak nie zdradzę, byście sami mogli je odkryć.

Na przestrzeni akcji Zbrojnych lepiej poznajemy miasto, mamy do czynienia z nieumarłymi, Gildią Błaznów, Gildią Skrytobójcy czy też Psią Gildią. Bohaterowie czasami zapuszczają się w czasy zamierzchłe, do czasów królów, jako iż Pratchett ponownie podejmuje motyw władzy i wychodzi z niego obronną ręką. Jest tu sporo akcji – mamy do czynienia z wydarzeniami, które znacząco wpływają na Miasto, ale też zadecydują o przyszłości Straży Miejskiej.

Jednakże głównym czynnikiem dla, którego ta część cyklu podoba mi się bardziej od poprzedniej to fakt, że jest bardziej dramatyczna. Niebezpieczeństwo realnie zagraża bohaterom (mimo, że jest one traktowane w bardzo lekki sposób), relacje między poszczególnymi bohaterami znacząco się rozwijają. Czytelnik jednocześnie może się śmiać i wzruszać.

Wszystkie te elementy składowe zbierają się na bardzo dobrą książkę, którą poleciłbym każdemu. Rozweseli ona nawet największego smutasa i ponuraka na Ziemi. Obok niej nie można przejść obojętnie. Na dodatek jest ona bardzo aktualna, gdyż parodiuje obecne zidiocenie dotyczące wszelkich parytetów i zarazem jest bardzo szczerze-tolerancyjna sama w sobie.

Cykl książkowy #2 Książe

Tekst został pierwotnie opublikowany 22.02.2017r.

Któż nie słyszał o Księciu? Można się o nim dowiedzieć już w czasach nauki w gimnazjum (przynajmniej w moim pokoleniu), istnieje szeroko w popkulturze (np. występuje jako postać w grze Assasin’s Creed), jego hasła są powszechnie znane – być jak lis i lew, polityk nie jest niewolnikiem swoich słów. I dla mnie to jest największy problem tego traktatu. Ze względu na ponadczasowość jego przekazu z książki nie da się wyciągnąć nic nowego.

Niccolò Machiavelli opisuje rządy księstw. Jakie są ich rodzaje. Jak powinno się  w nich rządzić. Jak nie popełniać błędów. W największej mierze koncentruje się stosunkach między księciem a ludem i arystokracją i zarządzaniem wojskiem. Jednak fakt, że traktat powstał w określonym czasie na określonym rejonie (renesansowe i “dzielnicowe” Włochy) powoduje, że jest może nie tyle zdezaktualizowana, a nie pokazuje całej prawdy. Jeśli zaczniemy czytać między wierszami to odkryjemy że jest to po prostu podręcznik. Podręcznik inspirowany postacią Cezara Borgi na temat jak powinien wyglądać przywódca który będzie w stanie zjednoczyć państwo włoskie. Ostatni rozdział traktatu, który jest skierowany do Rodu Medyceuszy jedynie to potwierdza.

Nie znaczy to jednak, że nie warto jej przeczytać. Warto. Warto poznać jego sposób myślenia, człowieka, który wyprzedził teraźniejszość i opisał prawdę, która w pewnej formie jest aktualna do dziś. Może ktoś się zainteresują historią Włoch, to nie mój rewir, natomiast gromadzenie wiedzy zawsze jest wartościowe.