Cykl książkowy #9 – Opowieści fantastyczne

 

Fiodor Dostojewski to jeden z tych autorów, których polecam zawsze, bez względu na gust osoby. Jedynym wyjątkiem byłaby awersja do literatury rosyjskiej, co jest wysoce nieprawdopodobne.

Opowieści fantastyczne to zbiór krótkich i uczciwych opowiadań o prostej narracji. Autor zabiera nas w ciemne rejony Petersburga i zabawia nas jego tajemnicami.

W dzisiejszych czasach w żaden sposób nie można byłoby ich nazwać fantastycznymi. Są zwyczajne, czasami wykraczające poza ludzką percepcją (np. przysłuchiwaniu się rozmowom umarlaków), nadal jednak mogłyby się wydarzyć gdzieś obok nas.

Dostojewski łączy przekazanie przesłanie wraz z silnymi relacjami emocjonalnymi. To szczególnie jest widoczne w Potulnej. Oprócz tego opowiadania moimi faworytami jest też Bobek i Sen śmiesznego człowieka.

Co niezwykłe u Dostojewskiego, występuje tu naprawdę sporo humoru (oczywiście nie we wszystkich opowiadaniach), humoru spod ciemnej gwiazdy – czarnego.

Advertisements

Raport nt. towarzysza Bolverka

Samotnia, 23 Ostatni Siew, 4E766

Podjąłem wiele działań, by wyjaśnić dzieje towarzysza Bolverka. Niestety…zawiodłem. Wszystkie informacje, jakie zdołaliśmy pozyskać, wydają się przynajmniej w części fałszywe. Każdy człowiek czy elf twierdzi co innego. Ich zeznania są wzajemnie sprzeczne. W poszczególnych wersjach Bolverk ubiera się w inny sposób, nie mówiąc o różnych wersjach wydarzeń. Starałem się jednak oddzielić prawdę od fałszu, mity od rzeczywistości i doszedłem do poniższych wniosków.

Matka Bolverka zginęła w połogu, ojciec 12 lat później. Źródła wspominają o pijatyce, a historia wydaje się po stronie gigantycznego Norda. To jego ojciec, Vikar Hundisson miał zacząć bójkę i polec z ręki własnego syna. Nie ma dowodów, że było inaczej. Natomiast kilka relacji wspomina o nienawiści i pogardzie Bolverka wobec ojca. Czy mógł go sprowokować i zabić? Nie mogę tego wykluczyć. Gdzie leży prawda?

Po tych wydarzeniach został wyrzucony z domu w Rzecznej Puszczy, rozpoczął życie w podróży niczym nomada, razem z innymi sierotami i dezerterami. O tym okresie niewiele wiem, ci „łachmaniarze” rzadko odwiedzali wioski, większość życia spędzali na rozdrożach. Jedynym świadectwem są relacje o incydentach na obrzeżach wiosek, w ich pobliżu znajdowane odcięte palce, dłonie, a czasami nawet ciała.

Wiele lat później, kiedy ruch łachmaniarski zaczął słabnąć, zaczęły docierać bardziej szczegółowe. Łachmaniarze zostali ponownie włączeni w krąg cywilizacji. Podczas tego powolnego procesu część ludzi zaczęła opowiadać o nieznanych dotychczas informacjach. Co ważne, kilkunastu z nich miało do czynienia z Bolverkiem. Zrobił na nich nieprzyjemne wrażenie. Był zimny, obmierzły i skory do brutalności. A przy okazji użyteczny. Miał zmysł do polowania.

Z tych wszystkich opowieści na czoło wysuwa się jedna. Mimo swej natury Bolverk nawiązał zażyłe stosunki z grupą pięciu ludzi. Były wśród nich dwie kobiety: Jytte Iorundottir ze Smoczymostu i Lysabeth Bellamont z Alcaire; oraz trzech mężczyzn: Hararik Jobjornsson z Morthal, Jarnot Lirrian z Dunlain i Tels Veleth z Pelagiad. Przez niemal rok cała szóstka była przyjaciółmi, wspierali się.

Niestety, w pewnym momencie historie się urywają, z relacji późniejszych towarzyszy doli Bolverka wynika, że postanowili go upokorzyć, doprowadzić do wychłodzenia jego organizmu i w konsekwencji śmierci. Z jakich powodów? Tego nie wiem. Już ich nie zapytamy. Dawno temu zostali pochowani w bezimiennej mogile. Sama opowieść o ich zdradzie pochodzi z ust Bolverka, może coś ukrywa?

Kolejne wydarzenia podaje w wątpliwość. Szczególnie historię o niedźwiedziu. Wykracza ona poza zrozumienie. Nie jest możliwa. Lud ją wymyślił, by usprawiedliwić jego niezwykłą, lecz naturalną „podróż-walkę” – fizyczną i duchową — z „potworem zimy”.

Przez następne 6 lat o samym Bolverku słychać niewiele. Można utożsamiać go z tzw. Rzeźnikiem z Lasu — bandycie napadającym na zbłąkanych wędrowców i osłabione karawany. Wbrew obiegowej opinii nie poddał się on dobrowolnie, został złapany, uwięziony i poddany procesowi. Wyrokiem było 20 lat w rygorystycznym więzieniu w Falkreath. Odbył jedynie trzy.

Po trzech latach wybuchła Wojna Dwóch Królów. Bolverk został włączony do armii i szybko mianowano dowódcą komanda Gjalda. Komanda typu Gjalda są formacją odwetową, silną i szybką — stworzoną do potyczek, nie bitew. Odniósł wiele sukcesów, mówią o tym źródła z jednej, i z drugiej strony. Jego zwycięstwom towarzyszyła nieposkromiona brutalność. Zarówno jego, jak i jego towarzyszy.

Ważnym wydarzeniem w wojnie było nadanie dowództwa Bolverkowi. Przebywał on w Bieli, razem z innymi szeregowymi żołnierzami. Odbywało się tu zebranie norskich dowódców i poradzenie się u Wiedźmy Wojny. Przewidziała im zwycięstwo za wielką cenę i tylko jeśli Bolverk zostanie oficerem. Jakkolwiek ocenisz tę historię, jakkolwiek oceniasz wizje i przepowiednie, to tak się właśnie stało. Sama o tym wiesz. Bolverk stanął po stronie Nordów i Nordowie wygrali.

Wiele osób zginęło z ręki jego i jego ludzi. Elfy, ludzie, khajici, a nawet argonianie. Z tego okresu pochodzą relacje, które znacząco zmieniają obraz Bolverka. Mimo że dowodził swoimi ludźmi to w kompanii wszyscy byli równi. Często z nimi rozmawiał i ucztował. Udokumentowane są jego ekscesy z kuflami. Miał w zwyczaju rozbijać go na głowach swoich towarzyszy. Robił to z taką siłą, że niektórzy z nich tracili przytomność. Jest możliwe, że chwile, które przeżywał w komandzie Gjalda były pierwszym przeżyciem gdzie był prawdziwie szczęśliwy. Poniżej zamieszczam listę dziesięciu jego najlepszych przyjaciół z tego okresu. Wierzę, że część z nich już złożyła akces do twojej organizacji. Zważ na to, że trzech ostatnich było kiedyś kapitanami innych komand — kolejno Mein, Skrípi i Auðigr.

Przyjaciele Bolverka:

  • Bersi Runolfsson
  • Ingmar Jensen
  • Fjolvar Carstensen
  • Rugga Losnedahl
  • Bracia Thorvald i Tumi Lager
  • Skjor Asketillsson
  • Ivar Nikolajsen
  • Sibbi Mårdh
  • Narfi Øster

Jeśli mianowanie Bolverka dowódcą poczytujesz za wydarzenie ważne to musisz przyjrzeć się bitwie o Dushnikh Yal. Do tej pory Bolverk już zyskał szacunek pośród żołnierzy spoza komanda, wygrał niezliczoną ilość potyczek, tracił niewielu ludzi, ale ta bitwa zdecydowała o jego sławie pośród ludu. Siły Nordów zostały okrążone w pobliżu orkowej twierdzy. Orkowie udzielili im schronienia w zamian za ustępstwa dla ich enklawy. Walczyli razem, ramie w ramię, ludzie i orkowie. Przeciwko innym ludziom. Bretonom. Tego dnia zginął król Harald, przeszyty strzałą. Rada Wojenna przyznała Bolverkowi tymczasowe dowództwo, na czas bitwy. Wyprowadził on część sił z fortecy tylnym wyjściem. Chciał uderzyć ich tyły. Obronę twierdzy i odpowiednie przyjęcie głównej siły ataku wroga powierzył Sibbiemu Mårdh. Manewr Bolverka się udał, kiedy Bretoni byli zajęciem szturmowaniem muru nasz obiekt zainteresowania jednocześnie podpalił ich namioty i zaatakował siły wroga. Wpadł w berserkerski szał, nikt nie był w stanie go powstrzymać. Kiedy bitwa się skończyła, znaleźli go, ociekającego krwią, wydawał dziwne dźwięki. Śmiał się i płakał. Ogłosili go bohaterem.

Kiedy działania wojenne ucichły, w starym forcie, niedaleko Hrothgaru, znaleziono pięć zmasakrowanych ciał. Po wojnie Skyrim było w chaosie, dopiero wyłaniał się nowy rząd, jednak znalazła się ekipa śledcza, która zdołała zająć się tą sprawą i rozpoznać ofiary. Były tam dwie kobiety i trzech mężczyzn. Jytte, Lysabeth, Hararik, Jarnot i Tels. Pięć osób, pięciu dawnych przyjaciół Bolverka. Według znanych mi źródeł Bolverk porwał ich, jednego po drugim, i zaciągnął do fortu. Opiekę nad nimi powierzył Ivarowi Nikolajsenowi. Oficjalnie zaginęli na polach bitewnych. Nikt ich nie szukał, nie mieli rodzin, a przyjaciółmi byli dla samych siebie. Zebrawszy wszystkich, odesłał Ivara do rodziny, a on sam urządził miejsce kaźni. Torturował ich, łamał im palce, wyłamywał zęby, wypalał znamiona rozżarzonym do białości prętem, Jytte oskórował. Co zrobiła mu biedna Jytte? Za zbrodnie nie odpowiedział, nie miał kto go osądzić i pozyskał ochronę wdzięcznego mu społeczeństwa.

Po wojnie Bolverk zyskał dużą sławę i uwielbienie ludu. Pewnie i w tej chwili w karczmach piją jego zdrowie. On sam nie poprzestał wpływać na Skyrim po wojnie. Stworzył sektę, tzw. Synów Bolverka, istnieją również jego Córy, lecz są znacznie mniej liczne. Jego akolici szkolą się w koncentracji, zespoleniu z naturą i wyciszeniu. To ruch filozoficzny. Członków można rozpoznać po charakterystycznych hełmach z jelenimi rogami.

Prowadzę dalsze badania nad losami Bolverka, tak jak sobie życzysz. Dokument wysyłam do twierdzy i liczę na odpowiedź. Niech szczęście sprzyja ci w bitwie i poza nią, Lady Oskario.

Z poważaniem Lorenz Dyne

Cykl twórczy #1 – Bolverk

Pierwotnie tekst został opublikowany 26.07.2016r.

Bolverk

Według legend nordyckich Bolverk był jednym z oblicz Odyna, gigantem o niespotykanej sile, którego charakteryzowało okrucieństwo i brak zahamowań w zakresie przelewania krwi innych.

Bolverk czy raczej Bolværk jest najsilniejszym człowiekiem w Skyrim. Nordem o barkach potężnych niczym kłody, uchwycie silnym niczym obcęgi i duszy czarnej niczym onyks; jego historia jest tajemnicza, otacza ją wiele legend, których bajaniem zajmują się głównie wieśniacy. Poza wieśniakami nikt otwarcie nie odważy się plotkować na temat Bolverka, bo trzeba wiedzieć, że ścieżka którą kroczy usłana jest roztrzaskanymi czaszkami i skruszony kośćmi.

Jest on sierotą, matka zginęła podczas jego porodu, a on zabił swojego ojca w wieku dwunastu lat podczas pijackiej rzeźni zapoczątkowanej przez ojca. Od tamtego czasu zaczął prowadzić łachmaniarski tryb życia, niektóre grupy łachmaniarzy przyjmowały go na krótką chwilę po czym się go pozbywały w mniej lub bardziej subtelny sposób, inne omijały go szerokim łukiem. Bywali też tacy, którzy chcieli sprzedać go w niewolę, szybko jednak nauczyli się, że nie jest to dobry pomysł.

Początkowo Bolverk nie miał aż tak potężnej postury, oczywiście był ponad przeciętnej muskulatury, ale chłopcy trzy lata starsi od niego potrafili sobie poradzić z jego brutalną siłą. Również nazywał się wtedy inaczej, ale jego imię zostało już dawno zapomniane. Niemal dwa lata przeżył w społeczności łachmaniarzy – sierot wojennych, żebraków i dezerterów – najgorszej pladze cywilizowanego świata. Podróżował przez wietrzne pola Skyrim, a wichry i zamiecie pustoszyły jego ciało.

Wcześniej zamordował swojego pijanego ojca gołymi rękoma, ale nie można powiedzieć, że był zahartowany. Wychował się w ciężkich warunkach, spał na zimnej podłodze, ale posiadał dach nad głową i gorące palenisko. Nosił drzewo, ćwiczył walkę wręcz, krzepa rosła, bronią jednak posługiwać się nie umiał.

Nie jest się w pełni łachmaniarzem jeśli nie spędzi się pełnego roku w podróży, gdzie twoją jedyną osłoną jest prowizoryczny namiot. Nikt nie wybiera takiego życia dobrowolnie. To ponura konieczność. Jesz tylko resztki rzucone ci przez innych, odmrażasz sobie kości i odczuwasz generalną nienawiść i pogardę  jaką darzą cię wszyscy pozostali. Ma to jednak zalety, twardniejesz, łachmaniarze znają niejedną brudną sztuczkę – nawiasem mówiąc, chętnie ich uczą – i są mistrzami w posługiwaniem się nożem.

Po dwóch lata w tej społeczności Bolverk zmężniał, coraz mniej rówieśników potrafiło nad nim zapanować, a mało który łachmaniarz mógł się z nim równać gdy ten wpadł w gniew. Nauczył się posługiwać nożem i rzucać toporkiem, nauczył się jak oszukiwać podczas walki oraz jak zastraszać ludzi – co nie było trudne przy jego wzroście i masie mięśniowej. Jego ciało zaczęło się uodporniać na mróz.

W wieku 14 lat jedyni przyjaciele jakich posiadał porzucili go w śniegu. Związali go, zakneblowali i wyrzucili z wozu. Zostawili mu tylko nóż. Najkrótszy jaki posiadali, i przy okazji tępy do cna. Gdy się obudził i zorientował się co się stało przeklął swych dawnych przyjaciół i obiecał zemstę. Zemstę tak okrutną, że Shor w odrazie odwróci od niego wzrok i nigdy nie pozwoli wejść mu do Sovngardu mimo jego bohaterskich czynów.

Oswobodzony, ruszył do przodu, mając nadzieję, że wkrótce wydostanie się z lasu, było mu zimno i po raz pierwszy od wielu dni nie czuł się bezpiecznie. Na drodze mógł spotkać życzliwego człowieka lub takiego, któremu by mógł zabrać ciepłe ubranie, a może i konia. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Szedł przez las, szedł i szedł, a wicher narastał, drogi nie było. Jakby trafił na koniec znanego świata. Nagle, zupełnie się nie spodziewając usłyszał przerażający ryk niedźwiedzia. Niedźwiedź miał na niego chętkę, na jego gorące mięso i gorącą krew. Bolverk nie zamierzał jedna tanio sprzedać skóry. Tak, był odmrożony, był wycieńczony, ale swe życie cenił wysoko. Ruszył do walki ze swoim marnym nożykiem. Legenda mówi, że został przyparty do drzewa, zaczął siłować się z niedźwiedziem, przeskoczył nad nim i skręcił mu kark. Musicie przyznać, że to nieprawdopodobne, ale jeśli ktokolwiek miał tego dokonać to tylko on.

Po śmierci niedźwiedzia oskórował go, pożarł surowe mięso,a samą skórę zarzucił na ramiona i nosi ją aż do dziś. Od tego czasu o jego historii docierają same legendy, które wydają się zbyt nieprawdopodobne. Jedni wieśniacy mówią, że został królem niedźwiedzi, inni, że pokrywał się z największą wilczycą, matroną lasu. Natomiast z samych legend możemy wyciągnąć pewne wnioski. Wiemy, że w lesie spędził sześć lat i wrócił jako człowiek całkowicie odmieniony. Sześć lat to wystarczający okres czas czasu by jego “przyjaciele” zapomnieli o nim i swoim haniebnym czynie. Bolverk stał się świadomy otoczenia, nawiązał harmonię z naturą, nauczył się tropić, polować z pomocą łuku, przygotowywać balsamy z ziół. Podczas sześciu lat na obrzeżach lasu w, którym żył Bolverk zginęło wielu ludzi, w mniej lub bardziej tajemniczych okolicznościach. Kiedy wreszcie Bolverka odnaleziono zaczęto go nazywać Rzeźnikiem z Lasu, a on nigdy temu nie zaprzeczył, ani również tego nie potwierdził.

 

Wrócił do miasta gdzie został oskarżony o wielokrotne zabójstwo i oddał się w ręce wymiaru sprawiedliwości – mimo, że sam dobrze wiedział, że był on nielicho skorumpowany. Wyrok nigdy nie zapadł, ponieważ niedługo po aresztowaniu wybuchła wojna, a wszystkim więźniom zaoferowaną amnestię w zamian za służbę. Bolverk skorzystał z okazji. Niektórzy z was pewnie myślą, że był to dla niego raj. Miejsce gdzie mógł wyzwolić swój niepohamowany gniew i agresję, gdzie mógł zabijać, gwałcić i rabować. Ale wojna zwykła być drastyczna, dla tych, których uważa się powszechnie na wskroś złych również. Co może niektórych z was zdziwić, walczył po przeciwnej stronie barykadzie niż ludzie z, którymi kilkanaście lat później współpracował. Walczył przeciwko Adamskiemu, Chromantynowi czy nawet legendarnemu Lorenzowi. A z Remillem skrzyżował topory. Jednak były to czasy niespokojne, a pokoju dla strudzonych wojowników, który miała przynieść Lady Oskaria nie było jeszcze widać na horyzoncie.

 

I Bolverk odniósł na niej wiele sukcesów, wyrzynał oddziały elfów regularnie, a ich dowódców skalpował. Ludzie też nieźle dostali po tyłku. Dowodził komandem okrutnym, ale i skutecznym. Ale gdy działania wojenne ucichły to nie o jego zwycięstwach było głośno. Głośno było o tym do czego wykorzystał swoje komando. Bolverk jest istotą niezwykle inteligentną, która potrafi knuć i robić użytek ze szpiegów i zwiadowców. Znalazł łachmaniarzy, przyjaciół, którzy go zdradzili. Walczyli oni w wojnie, po jednej i po drugiej stronie. Nie było to dla niego problemem. Dopadł każdego czy to bitwie czy poza nią. Wykorzystywał kontakty by dostawać ich gorące ciała po czym torturował ich. Nie zabił żadnego z nich w bitwie (co najwyżej ogłuszył), taka śmierć była zbyt łaskawa, a oni mogliby za to trafić do Sali Bohaterów czego on sam sobie nie życzył. Odmówił im tego losu, on, Przeklęty. To co z nimi robił nie da się opisać słowami, a nawet jeśli bym to potrafił to nie zrobiłbym tego. To zbyt drastyczne dla dzieci, którą mogą słuchać moje opowieści, nie chce się narazić również na gniew bogów, Shora w szczególności. Shor osobiście potępił potężnego Norda, a w wizjach wiedźmy, która zapewniła zwycięstwo stronie po, której stał Nord Shor nazywał go Bolverkiem – istotą, zajmująca się sprawunkiem złych uczynków.

Nowe miano szybko do niego przylgnęło i nie opuściło go aż do śmierci. Zanim jednak jego losy skrzyżowały się z Oskarią przeżył jeszcze wiele wypraw. Wykuł osobiście swoje potężne topory, które każda inna osoba używałaby w dwóch rękach. Stworzył hełm z połamanymi rogami, który ostatecznie zostanie poświęcony jako święta relikwia. Dokona również wielu okrucieństw. Ale te wszystkie historie to zbyt wiele opowieści, by wasz skromny kronikarz mógł wam je opowiedzieć za jednym razem. Zaschło mi w gardle. Musze się napić. Wy jednak pamiętajcie o Bolverku, naszym bohaterze i kiedy zapragniecie kolejnych opowieści przyjdźcie do mnie ponownie.