Jak napisać scenariusz/dobrą historię? Część pierwsza: Dziwny atraktor

Uwaga: Wpisy należące do tej serii będą podejmowały tematykę pisania scenariusza filmowego. Nie uważam się za guru w tej kwestii, mam jednak pewną wiedzę, która może pomóc tym, którzy jej nie posiadają. Wykorzystam swoją wiedzę i umiejętności, by pomóc innym, choćby w małym stopniu. Ta seria poradników przeznaczona jest głównie dla machinimerów (osób tworzących filmy fabularne z wykorzystaniem silnika gier komputerowych), ale mogą z nich korzystać dowolne osoby, które zajmują się bądź chcą się zająć aktywnościami, gdzie wykorzystają umiejętności tworzenia historii.

W pierwszej części miałem zająć prezentacją edytorów tekstowych, wyszło inaczej. Przedstawię pewne narzędzi, nazywane dziwnym atraktorem. Owy wpis aż tak bardzo nie zrujnuje mi zakładanej chronologii, ponieważ stworzenia dziwnego atraktora dokonuje się jeszcze przed właściwym pisaniem skryptu. Owy wpis, jest w dużej części jedynie tłumaczeniem eseju autorstwa Terry’ego Rossio, aczkolwiek na samym końcu zawarty zostanie mój krótki komentarz. Poniżej tłumaczenie, które znajduje się w nawiasie kwadratowym.

[Dobrze. Bierzmy się do roboty.

Jako, że jestem scenarzystą i początkującym producentem filmowym, ludzie wysyłają mi scenariusze. Jak wszyscy inni w mieście, chciałbym znaleźć kolejny świetny scenariusz, odkryć kolejny wielki talent. Po przeczytaniu i skomentowaniu kilkuset skryptów, powiem wam co było ich najczęstszym problemem – brak dobrej koncepcji.

Bardzo często scenarzyści od samego początku obierają koncepcję, która nawet w najlepszej formie nie jest typem historii, która sprzeda się w Hollywood. Jest to frustrujące. Siedziałem czytając scenariusze, w którym struktura, postacie, dialogi i opisy były zadowalające…a nawet, w niektórych przypadkach – bardzo dobre. A jednak w głębi duszy wiedziałem, że w zasadzie nie ma mowy o tym, by scenariusz kiedykolwiek się sprzedał, nie mówiąc już o jego realizacji. To było podwójnie frustrujące, ponieważ trudno było dokładnie wyjaśnić, dlaczego by się nie sprzedały. Wszystko, co mogłem powiedzieć, to to, że koncepcji czegoś brakowało. Czego? Nawet nie potrafiłem tego nazwać. Teraz potrafię. Pożyczyłem termin z geometrii fraktalnej. Ta tajemnicza “rzecz”, której wymaga większość scenariuszy to…DZIWNY ATRAKTOR.

Co to jest – i dlaczego tego potrzebujesz

Wiem, brzmi trochę głupkowato, ale poza nazwą nie ma wiele wspólnego z matmą.  Słówko “dziwny” rozum jako “wyjątkowy”, a atraktor skojarz z atrakcyjnością (synonimem będzie “fascynujący”), wtedy “dziwny atraktor” okaże się “czymś wyjątkowym, co jest również fascynujące”. Jest to jedynie szybki sposób na powiedzenie, że ​​koncepcja filmu powinna być wyjątkowa – być czymś czego wcześniej nie robiono – a jednocześnie musi “przyciągać” do siebie odbiorców. Musi to być coś, co jest fascynujące, kuszące i intrygujące. Jakiś element, który jest tak pomysłowy, tak pociągający, że ludzie w Hollywood biją się w pierś, że nie pomyśleli o tym wcześniej. Tak bardzo biją się w pierś, że są gotowi dać ci dużo pieniędzy, ponieważ ty pierwszy o tym pomyślałeś.

Możesz to nazwać haczykiem, sztuczką lub zwrotem akcji. Hollywood czasami nazywa to “wysoką koncepcją” – pomysłem na film, który można wyrazić w jednym lub dwóch zdaniach. Możesz zastąpić “wysoką koncepcję” “dziwnym atraktorem”, ale myślę, że dziwny atraktor jest nieco bardziej precyzyjny. Co jest dobrym, krótkim i prostym pomysłem na film, który przyciągnie również widzów? Poniżej przykład:

Człowiek niesłusznie skazany za morderstwo prowadzi śledztwo z wnętrza sali więziennej. Dobrze, to jest nieznacznie intrygujące.

Możesz użyć tej “wysokiej koncepcji”, aby napisać scenariusz. Może się okazać, że jest to trampolina na dobry film – ale wiele zależy od wykonania. Nawet jeśli film został ostatecznie zrobiony i został zrobiony dobrze, to nadal może być trudny do sprzedania dla publiczności.

Zatem z perspektywy studia lub “rozwoju”, ta “wysoka koncepcja” prawdopodobnie nie wywoła wielu emocji … ani nie wprowadzi do branży początkującego scenarzysty.
Pomysł, który jest nieznacznie lepszy (w kontekście czysto komercyjnym, sprzedaży do Hollywood) to:

Człowiek, który został niesłusznie skazany za morderstwo, uczy się astralnej projekcji i w tej formie “wyrzuca się” z więzienia, dalej musi zlokalizować prawdziwego zabójcę, aby oczyścić swoje imię.

Hej, nie sądziłeś, że mogę sobie pozwolić na publikowanie moich najlepszych pomysłów na historię tutaj, prawda? Mimo, że brzmi to jak hokey (tak bardzo nie do uwierzenia, że aż staje się śmieszne), przynajmniej ma on rozpoznawalny “dziwny atraktor” – sztuczkę opuszczania więzienia poprzez projekcję astralną. Być może można to zrobić jako komedię, z ładnymi tematycznymi stwierdzeniami na temat wolności i pokonywania ograniczeń.

Być może już wpadłeś na pomysł, nawet z powyższym, prawdopodobnie złym przykładem. Oto kilka lepszych:

  • Nastolatek zostaje przypadkowo wysłany w przeszłość, gdzie musi upewnić się, że jego matka i ojciec spotkają się i zakochają w sobie, a następnie musi wrócić do czasów mu teraźniejszych
  • Grupa metapsychików eks-śledczych rozpoczyna komercyjną działalność zajmującą się eksterminacją duchów w Nowym Jorku.
  • Obrońca-prawnik zakochuje się w swojej klientce, a kiedy proces się rozwija, ona nie wie, czy śpi z niewinnym mężczyzną, czy  z mordercą.
  • Zepsute dziecko chwyta potwora spod łóżka, zostaje uwięzione w mrocznym podziemnym świecie, do tego stopnia, że ​​niemal samo staje się potworem.
  • Facet pisze list, w którym zrywa ze swoją dziewczyną, wysyła go “ekspresową pocztą”, potem zmienia zdanie, goni list po kraju i podczas drogi się zakochuje.

Istnieje pewne “aha”, która towarzyszy tym ostatnim ideom. Masz wrażenie, że ich zbadanie doprowadzi do interesujących sytuacji i wciągającego dramatu.

Dobry koncept właśnie to robi – intryguje ludzi, przemawia do nich. Te najlepsze eksplorują ludzką kondycję, częściej jednostkową niż w kontekście uniwersalnym.

Dobrze. Być może zastanawiasz się – czy jest to, aby naprawdę konieczne? I kiedy ten facet zacznie mówić o pisaniu scenariuszy? Muszę podkreślić raz jeszcze – JEST TO KONIECZNE. Szczególnie dla początkującego pisarza. Rozważ co próbujesz osiągnąć.

Potrzebujesz:

– producenta, który spędzi do trzech lat swojego życia, wykonując twój projekt

ludzi, którzy polubią twój pomysł i wybiorą go spośród tysięcy scenariuszy, które otrzymują każdego roku

– reżysera, który uważa, że ​​twój scenariusz okaże się jednym z niewielu filmów, które będzie reżyserował w swojej karierze

– studio wykonawcze, który ryzykuje milionami dolarów, kręcąc ten film, a następnie wydaje miliony promując go

– krytyków uważających, że jest to dobra rzecz w porównaniu do innych filmów wyprodukowanych w tym roku, i wszystkich innych filmów, które kiedykolwiek powstały

– milionów ludzi na całym świecie, którzy wydadzą pieniądze na obejrzenie filmu, może nawet więcej niż raz. I powiedzą znajomym, jaki on wspaniały. I wypożyczą go na wideo i będę oglądać w telewizji.

Aby to wszystko zrobić, stwórz atraktor do swojego filmu. Musisz dokładnie wiedzieć, co to jest. Powinieneś być w stanie wskazać i mówić o tym w ten sam sposób, w jaki mówisz o postaciach, temacie i fabule. Dziwny atraktor. Nie zaczynaj pisać skryptu bez niego.]

Jako, że tutaj tłumaczenie się kończy to czuje się zobowiązany do powiedzenia paru kwestii, skomentowania eseju pod względem rzeczy, które mnie interesują. Z naszej perspektywy można wyrzucić wszystko, co było mocno związane z kinematografią i Hollywoodem, szczególnie samą końcówkę. W gruncie rzeczy interesuje mnie jedynie jedna rzecz, odpowiedź na pytanie: Czy dziwny atraktor jest konieczny w użyciu? W mojej opinii nie, acz jest  to na pewno interesująca rzecz. Trzeba pamiętać, że owy atraktor jest narzędziem do przebicia się przez początkującego scenarzystę przez wszelkie przeszkody do wydania filmu w Hollywood. My tak ostrymi wymaganiami nie będziemy się przejmować, mamy inną rolę. Stworzenie dobrej fabuły, czy dobrego filmu machinimowego wcale nie wymaga takiego atraktora, zresztą te atraktory mogą być zbyt skomplikowane i zbytnio przechodzić na stronę absurdu, który sam w sobie oczywiście zły nie jest, ale nie tworzenie absurdalnych sytuacji stoi za większością filmów – w sumie zahaczki tu przedstawione mi osobiście niezbyt podchodzą, może poza ostatnią (ta z listem), która i tak zahacza o pewne dość, nieprzyjemne tropy, ale ma w sobie przyjemny sentymentalizm. Inna sprawą jest fakt, że posiadając taką koncepcję, która będzie we właściwy sposób zaimplementowana to odbiorcy raczej szybko nie zapomną tej historii. Nie jest ona jednak najważniejsza w całej historii, ponieważ to bohaterowie najbardziej błyszczą w dobrze zrealizowanej historii. Mimo wszystko zachęcam chociażby do prób tworzenia owych atraktów, choćby jako ćwiczenie intelektualne.
Advertisements

Jak napisać scenariusz? Część zerowa: jak przygotować się do pisania fabuły? Metoda siedmiu kroków

Uwaga: Wpisy należące do tej serii będą podejmowały tematykę pisania scenariusza filmowego. Nie uważam się za guru w tej kwestii, mam jednak pewną wiedzę, która może pomóc tym, którzy jej nie posiadają. Wykorzystam swoją wiedzę i umiejętności, by pomóc innym, choćby w małym stopniu. Ta seria poradników przeznaczona jest głównie dla machinimerów (osób tworzących filmy fabularne z wykorzystaniem silnika gier komputerowych), ale mogą z nich korzystać dowolne osoby, które zajmują się bądź chcą się zająć aktywnościami, gdzie wykorzystają umiejętności tworzenia historii.

Jeśli ktoś z was kiedykolwiek przyglądał się procesowi twórczemu, obecnego w pracach profesjonalistów to bez trudu zauważy, że opierają się oni na tzw. strukturze – pierwsze robi się rzeczy podstawowe, ogólne, które z czasem się rozwija i ulepsza. Posiadanie struktury i organizacji pracy pozwala również po części uniknąć “bloku” – sytuacji kiedy to twórca nie jest w stanie popchać swojego dzieła naprzód.

Dziś zaprezentuję technikę, która pomaga ową strukturą stworzyć. Jest to tzw. metoda siedmiu kroków, i jest przeznaczona do pisania opowiadań, jednakże bez trudu można ją przenieść na scenariopisarstwo, szczególnie jeśli idzie o krótkie filmy.

Dokonałem w niej dwóch korekt, po pierwsze usunąłem krok siódmy, który mówił o publikowaniu dzieła i był zbędny. Po drugie przed krokami dodałem inny, który będzie na pozycji pierwszej.

1. Burza mózgów – a więc wpadłeś na jakiś pomysł, może obejrzałeś/przeczytałeś coś co cię zainspirowało, a może od początku chciałeś napisać na jakiś temat? Tak czy inaczej, w tej chwili prawdopodobnie luźne pomysły kołatają ci się pod kopułą czaszki. Weź kartkę i zapisz te pomysły. Lub zapisz na komputerze, jeśli tak wolisz. Choć tutaj polecam robić to na kartce, żeby sprzęt elektroniczny cię nie rozpraszał. Pomyśl co może zdarzyć się w filmie, zapisuj pomysły – dobre i złe, pozwól przepłynąć pomysłom przez twoje ciało. Najlepiej jeśli pomysły będziesz zapisywał jako ciąg kilku słów, maksymalnie jedno zdanie. Jeśli poszczególne pomysły są ze sobą powiązane, np. dotyczą jednego wątku czy postaci, to połącz je za pomocą mapy myśli. Ciekawym sposobem na tworzenie owej sieci pomysłów jest korzystanie z fiszek i tablicy korkowej – na fiszkach zapisujesz pomysły i przypinasz je do tablicy korkowej odpowiednio je sortując.

2. Podstawa historii – drugi etap wymaga większej koncentracji, choć w mojej opinii jest łatwiejszy. Musisz przysiąść nad kartką (lub też komputerem) i napisać szkic historii podczas “jednego posiedzenia”. Korzystając z pomysłów, które wcześniej zapisałeś napisz co się dzieje w filmie (bez dialogów), do czego zmierza fabuła, jaki jest cel powstania historii. Właśnie w tym momencie powinieneś zadać sobie dwa pytania: 1. Co chcesz zyskać na pokazaniu historii? Dlaczego robisz to, co robisz? 2. Co jest aspektem historii, przez którego odbiorca poczuje się emocjonalnie zaangażowany? Owy zapis najlepiej zrobić w formie konspektu (synopsis), nie dłuższego niż jedna strona A4 (choć lepiej, żeby nie był dłuższy niż jedna strona A5). W takiej formie, jeśli opisujesz bohaterów, to opisuje się ich imieniem, rzeczownikiem (zawód, co robią w życiu – kształtuje to sposób myślenia bohatera i jego postrzegania świata) oraz przymiotnikiem (najbardziej wyróżniająca się cecha charakteru). Rada dotycząca tego etapu: napiszcie całość podczas jednego posiedzenia, nie powinno to wam zająć więcej niż 1-2 godziny, nie róbcie żadnych poprawek, po prostu piszcie, nawet jeśli uważacie, że gdzieś użyliście złego rozwiązania fabularnego to niech ono tam zostanie i nie rozstrajajcie rytmu swojej pracy, przez powrót do tych błędów. Na poprawki jeszcze przyjdzie czas. Waszym zadaniem nie jest skonstruowanie fabuły w “ostatecznej formie”, a jedynie bryły, z której ta fabuła się wyłoni.

3. Znajdź swojego protagonistę – żeby była jasność, fabuła danej historii to nie do końca to samo co “losy bohaterów obecnych w tejże historii”. Możliwe, że tworząc konspekt już macie jasne wyklarowane kto będzie owym protagonistą, jest to przejrzyste, szczególnie jeśli wasza historia jest historią typu “pewien ciąg wydarzeń widziany z perspektywy danej osoby”, czasami jednak nie jest to takie łatwe. Jak rozpoznać kto jest protagonistą? Stephen Koch powiedział kiedyś, że protagonista to postać, której losy są najważniejsze dla fabuły. Spójrzcie na postacie, które już posiadacie, porównajcie je ze sobą i konspektem i zdecydujcie, która z nich jest najważniejsza i ciągnie fabułę do przodu. Ona jest waszą kotwicą.

4. Rozpisz pierwszą scenę – w przypadku opowiadania czy powieści najczęściej mówi się o pierwszym zdaniu. W przypadku filmów oczywiście musi to być pierwsza scena. Funkcja jednak jest taka sama – ma zachęcić widzów do oglądania, ustalić ton historii i zaintrygować odbiorców. Do dziś za jedną z takich najlepszych pierwszych scen-zdań uważam zdanie otwierające Neuromancera – Niebo nad portem miało barwę ekranu monitora nastrojonego na martwy kanał.

5. Stwórz listę scen – standardowo stworzona lista scen przyjmuje formę tabeli. W tabeli powinny się znaleźć:

I. Numery scen – by lepiej orientować się w chronologii fabuły
II. Krótkie streszczenia – streszczenie poszczególnych scen na 1-2 zdania
III. Postacie występujące w scenie
IV. Typ sceny – bardziej nastawione na akcję czy na dialog?
V. Notatki do scen
VI. Postrzeganie sceny przez kolejnych bohaterów (tzw. PoV – Point of View, jakie są ich motywacje, co chcą osiągnąć w danym momencie?

Kiedy kończy się scena? Albo kiedy zmienia się czas (np. z dnia na wieczór) lub miejsce akcji. Po co robić listę scen? Zwiększa to kontrolę nad tym co już napisaliście, i łatwiej zorientować się, które fragmenty wymagają dopracowania.

6. Badania – Ten krok jest bardzo ważny, kiedy mamy już dobrze rozplanowaną fabułę, rozpracowany motyw i ton historii, wiemy do czego zmierza scenariusz – to możemy w końcu zająć się badaniami. Jest to rzecz skomplikowana – można badać różne aspekty dotyczące akcji (jak np. konflikt – będzie o tym więcej w późniejszych wpisach), szczegółów dopadających kolorytowi historii (czy też wzmacniających jego spójność wewnętrzną, poczucie realności świata, w wielkich skrócie to wszelka informacja/wiedza – pamiętajmy, że praca nad tworzeniem historii to w dużej części praca intelektualna) czy też studia nad postaciami (w, których bada się stworzone postacie i się je dopracowuje). Na ten krok warto poświęcić sporo czasu a jego efektów nie pożałujecie. Mała rada: za żadne skarby nie podejmujcie badań przed pozostałymi krokami, zaburzy to naturalny proces tworzenia historia i bardziej będziecie się przejmować szczegółami niż podstawami dzięki, którym fabuła może stać się dobra

7. Pisarstwo – w końcu docieramy do ostatniego kroku. To tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa. Macie już pierwszą scenę, protagonistę, listę scen, grono pomysłów i informacji z badań. Bazując na tym wszystkim możecie zacząć pisać scenariusz, i oczywiście po napisaniu go – wielokrotnie poprawiać 😉 Poprzednie sześć kroków zagwarantuje wam, że prawdopodobieństwo “bloku” będzie dużo mniejsze, nawet jeśli wasza technika pisarska opiera się na “mocnych, acz rzadkich wybuchach twórczości”. Mając odpowiednią strukturę będzie ruszać przez kolejne strony scenariusza niczym burza a energia temu towarzysząca powinna być u góry skali. Więcej na temat tego etapu będzie już w następnym odcinku, gdzie zdecydujemy jaki program warto wybrać do pisania scenariusza!

Cykl książkowy #9 – Opowieści fantastyczne

 

Fiodor Dostojewski to jeden z tych autorów, których polecam zawsze, bez względu na gust osoby. Jedynym wyjątkiem byłaby awersja do literatury rosyjskiej, co jest wysoce nieprawdopodobne.

Opowieści fantastyczne to zbiór krótkich i uczciwych opowiadań o prostej narracji. Autor zabiera nas w ciemne rejony Petersburga i zabawia nas jego tajemnicami.

W dzisiejszych czasach w żaden sposób nie można byłoby ich nazwać fantastycznymi. Są zwyczajne, czasami wykraczające poza ludzką percepcją (np. przysłuchiwaniu się rozmowom umarlaków), nadal jednak mogłyby się wydarzyć gdzieś obok nas.

Dostojewski łączy przekazanie przesłanie wraz z silnymi relacjami emocjonalnymi. To szczególnie jest widoczne w Potulnej. Oprócz tego opowiadania moimi faworytami jest też Bobek i Sen śmiesznego człowieka.

Co niezwykłe u Dostojewskiego, występuje tu naprawdę sporo humoru (oczywiście nie we wszystkich opowiadaniach), humoru spod ciemnej gwiazdy – czarnego.

Wobec morderczych potęg – Prolog

Uwaga! To moja własne opowiadanie należące o uniwersum The Elder Scrolls Steampunk. Jest to również moje pierwsze opowiadanie, a raczej prolog do niego, więc proszę o wyrozumiałość.

Mężczyzna dyszał, jego kolana zachwiały się i on sam upadł, dłonie opadły na brukowaną nawierzchnię. Deszcz wzbierał na sile kiedy coraz rozpaczliwiej pragnął zgubić pościg.
– Szybko! Tam jest! – z drugiego końca uliczki dobiegły chrapliwe wrzaski. W głowie mężczyzny zakotłowały myśli, adrenalina po raz ostatni uderzyła mu do głowy. Wstał i pobiegł. Jego ostatnią szansą było dostanie się do pobliskich domów. Niestety upadek  zatrzymał go w połowie drogi. Po kilku krokach ponownie się przewrócił, tym razem przy akompaniamencie wrzasków bólu i trzasku łamanych kości. Przewrócił się i w powietrzu obrócił na bok. Kolejne próby wstania skończyły się fiaskiem. Odtoczył się pod ścianę. W tym czasie dobiegł do niego postawny mężczyzna.
– To było efektowne, ha ha – zaśmiał się gardłowo. – Nie waż się wstawać – mężczyzna oparł nogę na roztrzaskanej stopie uciekiniera.
– Aaargh! Przestań – powiedział cicho.
– No już się nie maż. Za moment zjawi się tu Gidave.
Na rzekomego Gidave’a nie trzeba było długo czekać. Zjawił się w pustej uliczce w towarzystwie dwóch rosłych oprychów. Jego szara twarz elfa była pokryta bliznami, a jedno oko zasłaniała czarna opaska. Z jego płaszcza, kołatającego się u nóg, spadały krople deszcze.
– Dlaczego uciekałeś? Wiesz, że z tego miasta nie ma ucieczki – mężczyzna rzekł życzliwie. – Wszystkie drogi prowadzą do mnie, Godrelu. Gdzie są pieniądze?
Godrel milczał. Nie dał po sobie nic poznać. na jego twarzy nie było widać żadnego uczucia. Żadnego. Krople deszczu spływały po twarzach obecnych.
– Postanowiłeś milczeć? – kontynuował Gidave. – Dobrze więc. Masz jeszcze ostatnią szansę, nie zmarnuj jej.
Mówiąc to elf wyciągnął sztylet zza pazuchy. Był to sztylet o krótkiej rękojeści owiniętej czerwonym jedwabiem, piekielnie ostry. Zbliżył go do ust i przejechał nim po własnym języku. Krople krwi spadły na bruk i momentalnie rozmyły się w strugach wody.
– Narobiłeś sobie długów i chciałeś uciec. Teraz nie chcesz współpracować. Chłopcy, powiedzcie, co mam z nim zrobić? – mężczyzna rozejrzał się po swoich ludziach. – Będę musiał cie zabić.
– Nie…nie musisz tego robić. Spłacę wszystko – wydyszał uciekinier.
– Wszystko albo nic. Teraz albo nigdy.
Ranny mężczyzna stawał się coraz bardziej nerwowy. – Gidave…proszę… daj mi więcej czasu. Spłacę wszystko…z nawiązka. Dwa dni, o nic więcej nie proszę… – bełkotał.
– Nie. Twój termin minął. Był dwukrotnie przekładany, to za wiele. Pytam po raz ostatni. Masz pieniądze?
– Nie mam…- Godrel był wyraźnie skruszony.
Mężczyzna w opasce westchnął, wytarł swój sztylet o spodnie i skierował się do swoich ludzi – Postawcie go i przytrzymajcie.
Powoli poszedł do drugiego mężczyzny z bronią przygotowaną do ataku.
– Błagam, nie! Miejże litość! – żałośnie kwilił.
Mężczyźni stanęli ze sobą twarzą w twarz, nie zastanawiając się długo Gidave zadał cios w serce i przejechał sztyletem w kierunku podbrzusza. Struga krwi opadła na bruk na zawsze oznaczając miejsce zbrodni. Ciało zaczęło spadać, a morderca zatrzymał je i nachylił się nad uchem ofiary – Chcę, byś w ostatniej chwili życia pamiętał, że zgodnie z naszą umową, dług przechodzi na twojego syna – powiedział z wyraźnym zadowoleniem. Truchło spadło na ziemię. Godrel umarł. Gidave, który był Dunmerem, mrocznym elfem, schował sztylet do pazuchy. – Idziemy dalej, noc jeszcze młoda, a to nie koniec naszej pracy.

Grupa mężczyzn wyszła z uliczki, czerń nocy była nieprzenikniona, w oddali było słychać wycie wilków. Pęknina to cudowne i niebezpieczne – pełne skrytobójców, kupców, kultystów i kapłanów. A to dopiero początek naszej historii.

 

Cykl twórczy #1 – Bolverk

Pierwotnie tekst został opublikowany 26.07.2016r.

Bolverk

Według legend nordyckich Bolverk był jednym z oblicz Odyna, gigantem o niespotykanej sile, którego charakteryzowało okrucieństwo i brak zahamowań w zakresie przelewania krwi innych.

Bolverk czy raczej Bolværk jest najsilniejszym człowiekiem w Skyrim. Nordem o barkach potężnych niczym kłody, uchwycie silnym niczym obcęgi i duszy czarnej niczym onyks; jego historia jest tajemnicza, otacza ją wiele legend, których bajaniem zajmują się głównie wieśniacy. Poza wieśniakami nikt otwarcie nie odważy się plotkować na temat Bolverka, bo trzeba wiedzieć, że ścieżka którą kroczy usłana jest roztrzaskanymi czaszkami i skruszony kośćmi.

Jest on sierotą, matka zginęła podczas jego porodu, a on zabił swojego ojca w wieku dwunastu lat podczas pijackiej rzeźni zapoczątkowanej przez ojca. Od tamtego czasu zaczął prowadzić łachmaniarski tryb życia, niektóre grupy łachmaniarzy przyjmowały go na krótką chwilę po czym się go pozbywały w mniej lub bardziej subtelny sposób, inne omijały go szerokim łukiem. Bywali też tacy, którzy chcieli sprzedać go w niewolę, szybko jednak nauczyli się, że nie jest to dobry pomysł.

Początkowo Bolverk nie miał aż tak potężnej postury, oczywiście był ponad przeciętnej muskulatury, ale chłopcy trzy lata starsi od niego potrafili sobie poradzić z jego brutalną siłą. Również nazywał się wtedy inaczej, ale jego imię zostało już dawno zapomniane. Niemal dwa lata przeżył w społeczności łachmaniarzy – sierot wojennych, żebraków i dezerterów – najgorszej pladze cywilizowanego świata. Podróżował przez wietrzne pola Skyrim, a wichry i zamiecie pustoszyły jego ciało.

Wcześniej zamordował swojego pijanego ojca gołymi rękoma, ale nie można powiedzieć, że był zahartowany. Wychował się w ciężkich warunkach, spał na zimnej podłodze, ale posiadał dach nad głową i gorące palenisko. Nosił drzewo, ćwiczył walkę wręcz, krzepa rosła, bronią jednak posługiwać się nie umiał.

Nie jest się w pełni łachmaniarzem jeśli nie spędzi się pełnego roku w podróży, gdzie twoją jedyną osłoną jest prowizoryczny namiot. Nikt nie wybiera takiego życia dobrowolnie. To ponura konieczność. Jesz tylko resztki rzucone ci przez innych, odmrażasz sobie kości i odczuwasz generalną nienawiść i pogardę  jaką darzą cię wszyscy pozostali. Ma to jednak zalety, twardniejesz, łachmaniarze znają niejedną brudną sztuczkę – nawiasem mówiąc, chętnie ich uczą – i są mistrzami w posługiwaniem się nożem.

Po dwóch lata w tej społeczności Bolverk zmężniał, coraz mniej rówieśników potrafiło nad nim zapanować, a mało który łachmaniarz mógł się z nim równać gdy ten wpadł w gniew. Nauczył się posługiwać nożem i rzucać toporkiem, nauczył się jak oszukiwać podczas walki oraz jak zastraszać ludzi – co nie było trudne przy jego wzroście i masie mięśniowej. Jego ciało zaczęło się uodporniać na mróz.

W wieku 14 lat jedyni przyjaciele jakich posiadał porzucili go w śniegu. Związali go, zakneblowali i wyrzucili z wozu. Zostawili mu tylko nóż. Najkrótszy jaki posiadali, i przy okazji tępy do cna. Gdy się obudził i zorientował się co się stało przeklął swych dawnych przyjaciół i obiecał zemstę. Zemstę tak okrutną, że Shor w odrazie odwróci od niego wzrok i nigdy nie pozwoli wejść mu do Sovngardu mimo jego bohaterskich czynów.

Oswobodzony, ruszył do przodu, mając nadzieję, że wkrótce wydostanie się z lasu, było mu zimno i po raz pierwszy od wielu dni nie czuł się bezpiecznie. Na drodze mógł spotkać życzliwego człowieka lub takiego, któremu by mógł zabrać ciepłe ubranie, a może i konia. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Szedł przez las, szedł i szedł, a wicher narastał, drogi nie było. Jakby trafił na koniec znanego świata. Nagle, zupełnie się nie spodziewając usłyszał przerażający ryk niedźwiedzia. Niedźwiedź miał na niego chętkę, na jego gorące mięso i gorącą krew. Bolverk nie zamierzał jedna tanio sprzedać skóry. Tak, był odmrożony, był wycieńczony, ale swe życie cenił wysoko. Ruszył do walki ze swoim marnym nożykiem. Legenda mówi, że został przyparty do drzewa, zaczął siłować się z niedźwiedziem, przeskoczył nad nim i skręcił mu kark. Musicie przyznać, że to nieprawdopodobne, ale jeśli ktokolwiek miał tego dokonać to tylko on.

Po śmierci niedźwiedzia oskórował go, pożarł surowe mięso,a samą skórę zarzucił na ramiona i nosi ją aż do dziś. Od tego czasu o jego historii docierają same legendy, które wydają się zbyt nieprawdopodobne. Jedni wieśniacy mówią, że został królem niedźwiedzi, inni, że pokrywał się z największą wilczycą, matroną lasu. Natomiast z samych legend możemy wyciągnąć pewne wnioski. Wiemy, że w lesie spędził sześć lat i wrócił jako człowiek całkowicie odmieniony. Sześć lat to wystarczający okres czas czasu by jego “przyjaciele” zapomnieli o nim i swoim haniebnym czynie. Bolverk stał się świadomy otoczenia, nawiązał harmonię z naturą, nauczył się tropić, polować z pomocą łuku, przygotowywać balsamy z ziół. Podczas sześciu lat na obrzeżach lasu w, którym żył Bolverk zginęło wielu ludzi, w mniej lub bardziej tajemniczych okolicznościach. Kiedy wreszcie Bolverka odnaleziono zaczęto go nazywać Rzeźnikiem z Lasu, a on nigdy temu nie zaprzeczył, ani również tego nie potwierdził.

 

Wrócił do miasta gdzie został oskarżony o wielokrotne zabójstwo i oddał się w ręce wymiaru sprawiedliwości – mimo, że sam dobrze wiedział, że był on nielicho skorumpowany. Wyrok nigdy nie zapadł, ponieważ niedługo po aresztowaniu wybuchła wojna, a wszystkim więźniom zaoferowaną amnestię w zamian za służbę. Bolverk skorzystał z okazji. Niektórzy z was pewnie myślą, że był to dla niego raj. Miejsce gdzie mógł wyzwolić swój niepohamowany gniew i agresję, gdzie mógł zabijać, gwałcić i rabować. Ale wojna zwykła być drastyczna, dla tych, których uważa się powszechnie na wskroś złych również. Co może niektórych z was zdziwić, walczył po przeciwnej stronie barykadzie niż ludzie z, którymi kilkanaście lat później współpracował. Walczył przeciwko Adamskiemu, Chromantynowi czy nawet legendarnemu Lorenzowi. A z Remillem skrzyżował topory. Jednak były to czasy niespokojne, a pokoju dla strudzonych wojowników, który miała przynieść Lady Oskaria nie było jeszcze widać na horyzoncie.

 

I Bolverk odniósł na niej wiele sukcesów, wyrzynał oddziały elfów regularnie, a ich dowódców skalpował. Ludzie też nieźle dostali po tyłku. Dowodził komandem okrutnym, ale i skutecznym. Ale gdy działania wojenne ucichły to nie o jego zwycięstwach było głośno. Głośno było o tym do czego wykorzystał swoje komando. Bolverk jest istotą niezwykle inteligentną, która potrafi knuć i robić użytek ze szpiegów i zwiadowców. Znalazł łachmaniarzy, przyjaciół, którzy go zdradzili. Walczyli oni w wojnie, po jednej i po drugiej stronie. Nie było to dla niego problemem. Dopadł każdego czy to bitwie czy poza nią. Wykorzystywał kontakty by dostawać ich gorące ciała po czym torturował ich. Nie zabił żadnego z nich w bitwie (co najwyżej ogłuszył), taka śmierć była zbyt łaskawa, a oni mogliby za to trafić do Sali Bohaterów czego on sam sobie nie życzył. Odmówił im tego losu, on, Przeklęty. To co z nimi robił nie da się opisać słowami, a nawet jeśli bym to potrafił to nie zrobiłbym tego. To zbyt drastyczne dla dzieci, którą mogą słuchać moje opowieści, nie chce się narazić również na gniew bogów, Shora w szczególności. Shor osobiście potępił potężnego Norda, a w wizjach wiedźmy, która zapewniła zwycięstwo stronie po, której stał Nord Shor nazywał go Bolverkiem – istotą, zajmująca się sprawunkiem złych uczynków.

Nowe miano szybko do niego przylgnęło i nie opuściło go aż do śmierci. Zanim jednak jego losy skrzyżowały się z Oskarią przeżył jeszcze wiele wypraw. Wykuł osobiście swoje potężne topory, które każda inna osoba używałaby w dwóch rękach. Stworzył hełm z połamanymi rogami, który ostatecznie zostanie poświęcony jako święta relikwia. Dokona również wielu okrucieństw. Ale te wszystkie historie to zbyt wiele opowieści, by wasz skromny kronikarz mógł wam je opowiedzieć za jednym razem. Zaschło mi w gardle. Musze się napić. Wy jednak pamiętajcie o Bolverku, naszym bohaterze i kiedy zapragniecie kolejnych opowieści przyjdźcie do mnie ponownie.