Cykl machinimowy #8 – Powrót Zwiadowcy

Tekst pierwotnie został opublikowany 18.08.2016r.

Na moim blogu od bardzo długiego czasu nie pojawiała się żadna “recka”, mówiąc ściślej od ośmiu miesięcy. Obecnie podejmuję działania, które mają na celu rozruszanie kanału i bloga, więc wracam do recenzji.

Dzisiaj lub wczoraj (w zależności od tego jak szybko ukończę pisać ten wpis) obejrzałem Powrót Zwiadowcy, film zrealizowany na silniku gry Oblivion przez Pgrusa i MrObekfula, wspólnymi siłami. Są to reżyserzy, jedyni w swoim rodzaju, którzy przedstawiają całkiem inny sposób przedstawiania historii (szczególnie MrObekful) i chwała im za to.

Oblivion(MACHINIMA): Powrót Zwiadowcy (Lektor PL)

Na początku jeszcze wspomnę o jednym. Nie będzie to długi wpis. Film nie jest przesadnie długi, a sporą jego część zajmują walki, co nie znaczy, że jest to nudny seans – nuży jedynie jeden fragment o, którym wspomnę później.

Sama historia opowiada o losów zwiadowcy, który musi dowiedzieć się gdzie zaatakuje despotyczne Imperium i wrócić ostrzec rebeliantów, by ci mieli szansę wygrać wojnę. Wydaje się proste i takie jest. W całym filmie zresztą niewiele zwraca się na wątek Imperium, nie ma tu żadnych zabiegów politycznych. Liczy się jedynie zwiadowca i jego misja. I tutaj się przejawia bardzo ważna kwestia. Coś co Fryderyk Nietzsche nazywał dionizyjskim żywiołem, żywioł artystyczny pozbawiony harmonii. Takiego żywiołu nie da się w żaden sposób zmierzyć, więc można się kłócić, że większość akcji nie ma sensu, ale to nieprawda. Fabuła idzie naturalnym torem, nie ma dziur, a jedynie jest irracjonalna. Twórcy filmu robią co chcą, bo to mogą. To właśnie irracjonalizm i wyobcowanie są głównymi cechami filmu.

Irracjonalizm – bo jak inaczej nazwać działania antagonisty, który w jednej scenie nasyła całą swoją ekipę na tytułowego zwiadowca, a ten walczy w samych dżinsach, ciska błyskawicami, zrzuca kamienne lawiny. W innej scenie antagonista przyzywa 3! razy stado goblinów, a kocurek (którym jest zwiadowcą) nawala się z nimi gołymi rękoma! Nie musimy jednak szukać daleko. Na początku filmu protagonista przelatuje przez portal, biegnie naprzód potyka się na skale i zsuwa w dół niemal nieprzytomny. o przeczy zwyczajności i zdrowemu rozsądkowi.

Wyobcowanie – myślę, że tutaj warto przywołać scenę kiedy zwiadowca spotyka swoją nimfę, syrenę, która pomaga mu się zrelaksować. Rzecz się dzieje po tym jak protagonista porządnie oberwał i być może to majaki. Relaks kończy się w nieprzyjemny sposób choć widz, nie wie co się stało a może się jedynie domyślać. Tak czy inaczej kot musi się wycofać do jaskini na brzegu, której jego wybranka zostaje poddana dziwnej transformacji. Temat nie zostaje już więcej podjęty. Nie wiemy czy to faktycznie halucynacje czy nie. Ten fragment mocno izoluje widza od akcji, jako, że ten nie wie co o tym myśleć.

W porównaniu do poprzednik filmów MrObekfula jest tu lepsze wykonanie techniczne, współpraca wyszła na dobre, ogląda się to przyjemnie, gdzie te starsze filmy były bardziej toporne. Wcześniej wspominałem, że jeden z fragmentów mnie nużył. I tak było. Główna bitwa. Wynikało to z tego, że nie za bardzo wiedziałem o co tam chodzi i mi to bardziej przypominało losowe “urywki bitewne”. Sam film jednak warto obejrzeć.

Advertisements