Cykl książkowy #5 – Drobna przysługa

Jeśli miałbym w dwóch słowach ocenić tę powieść, to powiedziałbym „wyśmienita rozrywka” lub też „rollercoaster emocji”.

To już dziesiąty tom cyklu o magu detektywie i od dawna powinien już nużyć, szczególnie że autor ciągle korzysta z tych samym schematów nieznacznie je tylko modyfikując, tak się jednak nie dzieje — ponownie Harry Dresden niechętnie przyjmuje zlecenie, dostaje oklep od „złych gości”, ale dzięki odpowiedniej dozie szczęścia i znajomości udaje mu się z tego wyjść cało.

Warto zwrócić uwagę na twórcze wykorzystanie baśni „O trzech koziołkach spryciołkach i trollu”, o której sam wcześniej nie słyszałem. Oprócz tego mamy tutaj naprawę dużo humoru i nie mniej akcji. Powraca większość znanych postaci, przyjaciół Harry’ego, a sami antagoniści fanom serii są już znani, a przynajmniej część z nich. W porównaniu do poprzednich części jest tu też więcej intryg, aż momentami często za nimi nadążyć. To na plus. Odkrywanych jest również więcej kart ze spisku, który dzieje się w czasie akcji cyklu, ale za kulisami książek i wygląda to coraz bardziej interesująco. Dodatkowo standardowy worldbuilding już nam dobrze znany, czyli dodawanie do każdej kolejnej powieści parę istot i idei wzbogacających świat przedstawiony.

Nie ma jednak róży bez kolców. Nie wszystko było tak dobre, jakie być powinno. Pierwsze 100-150 stron nie było takie dobre — wręcz przeciwnie, nudnawe i źle napisane. Zadawałem sobie wtedy pytanie. Czy to ten sam Jim Butcher? Czy to może nagły spadek formy? Ostatecznie pozostałe 450 stron dało radę. Autor oplótł czytelnika siecią emocji, od radości przez ekscytację a na smutku kończąc. Drugim elementem na minus były wątki romansowe, które nie zadziałały, tak jak powinny i przez to wydawały się dodane na siłę. Jest to chyba najpoważniejsza, najbardziej drastyczna, a przy okazji najlepsza część cyklu. Polecam, jeśli ktoś chce się dobrze bawić.

I na koniec pytanie, ile mamy czekać na kolejną część?

Advertisements

Cykl książkowy #4 – Na glinianych nogach

Tekst został pierwotnie opublikowany 12.04.2017r.

To rzeczy w które wierzysz czynią cię człowiekiem.

Powieść Na glinianych nogach to trzecia część cyklu o Straży Miejskiej osadzonej w Świecie Dysku (konkretnie miasto Ankh-Morpork) napisanej przez śp. Terry’ego Pratchetta. Sama książka nieco różni się od poprzednich części, nie jest aż tak śmieszna (mamy tu mniej żartów sytuacyjnych) natomiast posiada więcej treści, a sama intryga jest mniej oczywista.

W mieście szaleje morderca, ginie dwóch staruszków, ktoś próbuje otruć Patrycjusza, a Samuel Vimes, teraz już Sir Samuel Vimes, uczy się jak obywać wśród wyższych elit, natomiast do Straży Miejskiej dołącza nowy rekrut.

Po raz kolejny i trzeci z rzędu mamy do czynienia z kryminałem fantasy, tym razem jednak tajemnica jest utrzymywana dłużej. Poszczególni członkowie naszej niezwyciężonej i jakże majestatycznej Straży Miejskiej rozwiązuje poszczególne elementy układanki lecz cały sens intrygi utrzymywany jest w cieniu do samego końca. poznajemy przeszłość Vimesa, która z części na cześć staje się coraz bardziej skomplikowanym przypadkiem.

Ponownie powraca problem władzy, wątki arystokracji i gildii są szerzej rozwijane, a w ich intrygi zostają wplatani zarówno Komendant Straży, jak i jego “mniejsi”podkomendni. Będąc przy podkomendnych, nadmienię, że do Straży dołączą nowy rekrut – krasnolud Cudo Tyłeczek, który jest dobrą zabawą (chociaż występuje tu głównie humor słowny) z tropami dotyczącymi płciowości tych właśnie małych istot oraz pewien ateista który wygłasza całkiem dobre argumenty natury teologicznej.

W tej części humor nie jest już tak wszechobecny jak w dwóch pozostałych, opiera się w znacznej mierze na dialogach i humorze słownym, mniej jest tu humoru sytuacyjnego. W tej części ważniejsza była intryga co nie znaczy, że nie było co najmniej kilku sytuacji gdzie można było się śmiać szczerym śmiechem.

Podsumowując, warto przeczytać. Jeśli lubisz książki Pratchetta to się nie zawiedziesz.

Cykl książkowy #3 – Zbrojni

Pierwotny tekst został opublikowany 01.04.2017r.

Jednak patrycjusz dosyć lubił ogrody — na swój spokojny sposób. Miał pewne poglądy na temat umysłowości większej części rodzaju ludzkiego i ogrody sprawiały, że uznawał je za w pełni uzasadnione.

Powieść Zbrojni to druga część cyklu o Straży Miejskiej osadzonej w Świecie Dysku (konkretnie miasto Ankh-Morpork) napisanej przez śp. Terry’ego Pratchetta. W mojej opinii znacznie lepsza od części pierwszej.

Z okładki bije mocno kiczowaty klimat fantasy, i akurat do tej serii pasuje to idealnie, i nie powoduje “złego” śmiechu.

Obecny Kapitan Straży (Samuel Vimes) ma w ciągu dwóch dni odejść na emeryturę i zacząć życie w cywilu wraz ze swoją nową wybranką, Straż Miejska ma za zadanie pozyskać nowych rekrutów, którzy będą reprezentowali różnorodne grupy etniczne, a przez miasto przechodzi fala nielicencjonowanych morderstw.

W Zbrojnych czytelnik ma okazję poznać szereg nowych postaci, oprócz antagonistów poznawanych w iście kryminalny sposób (podobnie jak poprzednio), poznajemy nowych funkcjonariuszy Straży: Cuddy’ego (rodowity krasnolud), Detrytusa (troll, czyli kupa kamieni) i Anguę (kobietę, która skrywa mroczny sekret). Szybko moim faworytem stał się Detrytus, który jest prowokatorem wielu śmiesznych sytuacji, sam często zachowuje się jak “głupi troll”, ale przy okazji może być też piekielnie inteligentny.

W powieści występuje lekkie przeniesienie narracji. Główny bohater poprzedniej części, Samuel Vimes występuje okazjonalnie, kiedy tylko to się zdarza zwraca na siebie sporą uwagę – jego słowno-moralne pojedynki z Patrycjuszem i alkoholowe przemyślenia mocno zapadają w pamięć. Narracja skupia na kapralu Marchewie (wyimaginowanym krasnoludzie), poznajemy go dokładniej, on sam wydoroślał i jest ofiarą wielu ciekawych wątków.

Humor ponownie nie zawodzi, problemy filozoficzne i etycznie ponownie zakute są w iście slapstickowy humor, którego nie sposób nie docenić. Dialogi zapadają w pamięć, mamy też całkiem sporo żartów sytuacyjnych, których jednak nie zdradzę, byście sami mogli je odkryć.

Na przestrzeni akcji Zbrojnych lepiej poznajemy miasto, mamy do czynienia z nieumarłymi, Gildią Błaznów, Gildią Skrytobójcy czy też Psią Gildią. Bohaterowie czasami zapuszczają się w czasy zamierzchłe, do czasów królów, jako iż Pratchett ponownie podejmuje motyw władzy i wychodzi z niego obronną ręką. Jest tu sporo akcji – mamy do czynienia z wydarzeniami, które znacząco wpływają na Miasto, ale też zadecydują o przyszłości Straży Miejskiej.

Jednakże głównym czynnikiem dla, którego ta część cyklu podoba mi się bardziej od poprzedniej to fakt, że jest bardziej dramatyczna. Niebezpieczeństwo realnie zagraża bohaterom (mimo, że jest one traktowane w bardzo lekki sposób), relacje między poszczególnymi bohaterami znacząco się rozwijają. Czytelnik jednocześnie może się śmiać i wzruszać.

Wszystkie te elementy składowe zbierają się na bardzo dobrą książkę, którą poleciłbym każdemu. Rozweseli ona nawet największego smutasa i ponuraka na Ziemi. Obok niej nie można przejść obojętnie. Na dodatek jest ona bardzo aktualna, gdyż parodiuje obecne zidiocenie dotyczące wszelkich parytetów i zarazem jest bardzo szczerze-tolerancyjna sama w sobie.