Herezja na zamku Monteforte

Ostatni raz, kiedy spotkaliśmy się mówiąc o herezji, omawialiśmy tzw. herezję orleańską – pierwszy średniowieczny przypadek herezji w Europie. Dziś ruszamy dalej, do drugiego przypadku, który miał miejsce w roku 1028, tym razem stos zapłonął w północnych Włoszech, w Mediolanie.

Całą historię można opisać jednym zdaniem. Arcybiskup Mediolanu, Aribert, podczas objazdu po diecezji turyńskiej dostał informacje o rzekomej herezji  w pobliskim zamku Monteforte, udał się tam wraz z capitanei (oddziałem rycerzy), przepytał podejrzanego o herezję Gerarda i na podstawie dysputy o dogmatach uznał go winnego herezji, na końcu spalił jego i podobnych mu odstępców na stosie w Mediolanie. Cechą charakterystyczną dla tej herezji jest fakt, że dotyczyła ona głównie ludzi świeckich – od chłopów do hrabiny.

Podobnie jak w przypadku herezji orleańskiej, i tu odstępców charakteryzował intelektualizm oraz iluminizm. Nadzwyczajnym sytuacją jest jednak to, że Gerard nigdy nie próbował kryć swoich poglądów na wiarę, co więcej był wielce zadowolony z rozmowy z arcybiskupem. Stanowił on kwintesencję niezrozumiałych odstępców, którzy byli wyedukowani i mieli dostęp do różnych interpretacji Pisma Świętego, i na tej podstawie tworzyli własną wizję – w przypadku Gerarda były to pisma Dunsa Szkota Eriugeny, czerpał również inspirację z radykalnego ascetyzmu monastycyzmu zachodniego czy herezji mesaliańskiej związanej z monastycyzmem bizantyńskim.

Jak wyglądała wewnętrzna dyscyplina owej grupy? Spółkowanie traktowano jako zło i zostało zabronione. Dziewice miały pozostać dziewicami do końca życia, żonaci mężczyźni mieli traktować swoje żony jak, gdyby były ich matkami lub siostrami. Przestrzegali surowych postów, nie spożywali mięsa, a własność prywatna została przez nich całkowicie odrzucona. Osobna grupa, zwana starszyzną modliła się w dzień i w nocy (zmieniali się), i pilnowali by nikt nie złamał ślubów czystości. Gerard opisał filozofię sekty następująco: Wierzymy i wyznajemy Ojca, Syna i Ducha Świętego. Wierzymy prawdziwie, że zostajemy zobowiązani i zwolnieni ze zobowiązań przez tych, w których mocy jest zobowiązać i zwolnić ze zobowiązania. Trwamy zarówno przy Starym, jak i Nowym Testamencie oraz świętych kanonach i codziennie je czytamy. Dodał jednak słowa: Żaden z nas nie kończy żywota bez męczarni, tak abyśmy mogli uniknąć wiecznych męczarni. Tajemnicze męczarnie, narzucanie celibatu i surowej ascezy ogółowi. Te elementy spowodowały, że Aribert chciał dowiedzieć się więcej co Gerard sądzi o poszczególnych prawdach wiary.

Arcybiskup zapytał podejrzanego o cztery rzeczy: o Trójcę Świętą, O Chrystusa i jego fakt zrodzenia z Dziewicy, o poglądy na małżeństwo i na końcu o owe męki.

Na pytaniu o Trójcy Świętej wyszła jego znajomość neoplatońskich tekstów Eriugeny, których treść Aribert uznał za heretycką: Ojciec to wieczny Bóg, który stworzył wszystko na początku i w którym wszystko istnieje. Syn to duch człowieka (animus bominis), ukochany przez Boga. Duch Święty to zrozumienie boskich praw (intellectus divinarum scientiarum), przez które rządzone są jednostkowe rzeczy.

Zapytany o Chrystusa odpowiedział: Jezus, o którym mówisz, jest duchem urodzonym zmysłowo {sensualiter) z Dziewicy, takie jest rozumienie świętych pism. Według historyka Malcolma Lamberta arcybiskup uznał to za zaprzeczenie istnienia Chrystusa jako postaci historycznej i negację ortodoksyjnej doktryny.

Dalej padło pytanie o rolę małżeństwa i tu ostatecznie Gerard poległ. Całkowicie zanegował pozytywną rolę małżeństwa, widząc w nim zło, jako, że opierało się ono na spółkowaniu, które było dla sekty zepsuciem, widział alternatywę w odrzuceniu małżeństwa i pożycia seksualnego, co miało skutkować, że ludzie zaczną rozmnażać się  niczym pszczoły – symbol czystości. Po dalszej części przesłuchania Aribert dowiedział się, że heretycy mają własnego kapłana, odrębnego od hierarchii Kościoła. Zanegowany został autorytet papieża i sakrament kapłaństwa.

Odpowiedź na ostatnie pytanie było dość wymijające – Jeśli umieramy w mękach zadanych nam przez niegodziwców, przyjmujemy to z radością, lecz jeśli natura kiedykolwiek przybliża nas do śmierci, ten, który jest w pobliżu, zabija nas w jakiś sposób (quoquo modo), zanim wyzioniemy ducha – sugeruje jednak, że w grę wchodziło morderstwo.

Jeśli wierzyć słowom Landulfowi Starszemu, kronikarzowi opisującemu owe dzieje, Aribert posłał silny oddział rycerzy by uwięzili heretyków, ale ci wbrew woli kapłana postawili heretyków przed wyborem krzyża lub stosu. Część z nich wyparła się dawnych wierzeń, inna część zostając przy wierze z chęcią skakała w płomienie. Sekta została wyeliminowana z powodów praktycznych – zagrażała stabilności władzy w tamtejszym contado (gminie).

Następnego wpisu z serii o herezjach można oczekiwać w sierpniu. Powrócimy do Francji.

Advertisements

Czerwona Sonja, Diablica z mieczem – Zeszyty od #00 do #06

There was a storm… A storm with red winds… Fire and blades were in it.

Na koncept postaci znanej jako Czerwona Sonja trafiłem jakiś czas temu. Niewiele czasu zajęło mi dojście do tego, że Czerwona Sonja inspirowana jest postacią z dzieł Roberta E. Howarda – Czerwoną Sonyą. Z Howardem wiele styczności nie miałem – w gruncie rzeczy, kontakty były dwa. Po pierwsze, oglądałem adaptacje jego powieści o Conanie Barbarzyńcy, które były dość…interesujące i epatowały nagością, acz mam przeczucie, że nie w pełni oddają obraz wizji autora pierwowzoru. Po drugie, czytałem kilka listów, które Howard wymieniał z H.P. Lovecraftem, i  z tych listów wyłania się obraz Howarda jako człowieka wielce inteligentnego. Tym bardziej byłem zainteresowany. Obie postacie są do siebie podobne – wojowniczki o czerwonych włosach, które odmówiły zostania żoną króla i w odwecie go zabiły. Można wręcz powiedzieć, że Czerwona Sonja jest rozwinięciem Czerwonej Sonyi, choć ta pierwsze rozwijana jest głównie przez komiksy (wydawane do dnia dzisiejszego), które jeśli czas powoli, będę recenzował. Trzeba przyznać, że po pierwszej historii, opisanej w zeszytach #01-#06, jestem więcej niż zadowolony.

Koncept Czerwonej Sonji jest wielce sugestywny. Muskularna wojowniczka, o rudych włosach sięgających poniżej ramion…a przepraszam, o włosach koloru ognia – kwestia ognia i koloru czerwonego jest tu więcej niż tylko prostym opisem wyglądu postaci, owe dwie rzeczy definiują również jej charakter i przeznaczenie. Najbardziej rozpoznawalnym elementem Czerwonej Sonji jest jednak jej ubiór, otóż nosi się ona w… kolczugowym bikini. Moja pierwsza myśl była taka: Ale dlaczego? Czy koncept powstał w wyniku jakiejś taniej fantazji? Wrażenie pogłębia fakt, że trzy pierwsze panele w zeszycie zerowym to dość bezczelne (bo zasłaniające niemal cały panel) ujęcia na tyłek głównej bohaterki. Rodzi się myśl: Seksizm? Uprzedmiotowienie kobiety? Otóż nic bardziej mylnego. Szybko się okazuje, że strój bohaterki to jedynie jej sposób na odwrócenie uwagi mężczyzn (już w zeszycie #01 Sonja stwierdza, że walczący z nią mężczyźni nawet nie zauważają jej miecza zanim ta zetnie im łeb), a sami mężczyźni dużo częściej dostają po głowie – czy to dosłownie czy metaforycznie. Szybko też okazuje się, że Sonja jest uosobieniem wolności i godności  (i poniekąd anarchii) – na wielu płaszczyznach.

Zacząłem od serii Diablica z mieczem (She-Devil with a sword), która w sumie ma 80 zeszytów, po 20-30 stron. Czyta się to w zabójczym tempie. Zeszyt zerowy to wprowadzenie do historii, nakreślenie postaci, głównie w formie narracji. Poznajemy Sonję, która przychodzi utopić smutki  w barze, dowiadujemy się, że w przeszłości skrzywdzili ją mężczyźni, po raz pierwszy widzimy ją w akcji (i faktycznie jest diablicą), po raz pierwszy pojawia się jako Nieustępliwy Sędzia, Czerwona Burza i Czerwony (krwawy) Deszcz.

Kolejne sześć zeszytów stanowią zamkniętą całość, która jednak podejmują wątki, które prawdopodobnie będę rozwijane w kolejnych zeszytach. To historia o rejonie Gathii, który jest niezwykły z jednego względu – panuje w nim niezmącony niczym spokój, co jest niesamowicie dziwne w tym świecie. Sonja ratuje posłańca, który przynosił wiadomość o pokoju do pobliskiego plemiona Zedda, ratuje go od *zbójców* (w rzeczywistości atakują go Zeddowie, którzy bardziej przypominają zwierzęta niż ludzi), ale później on i tak ginie, a sama kobieta decyduje się zwrócić jego wiadomość i ciało do Gathii, a gdy dociera do miasta spotyka ją szereg dość nieprzyjemnych rzeczy. Cała fabuła opiera się na tajemniczym Niebiańskim (The Celestial One), który przywrócił Gathii pokój i wszelkie dobro za cenę bezwzględnego posłuszeństwa, czystości, odebrania wolności (ludziom zależy jedynie na ubóstwianiu Niebiańskiego, aż zapominają nawet o własnej rodzinie) i krwawych ofiar z ludzi. Sonja powoli odkrywa prawdziwą twarz “boga” – jak to on sam jest agentem Mrocznego Boga, któremu sama prawdopodobnie kiedyś służyła. Odkrywa ruch oporu, i mimo jej niechęci do mężczyzn zaprzyjaźnia się z jednym, imieniem Osin (który na marginesie wygląda jak wariacja Conana o blond włosach). W ciągu całej historii następuje znaczny rozwój bohaterki – poznajemy jej przeszłość – jak to mężczyźni spalili jej rodzinę i dom, jak zabiła króla i została skazana na najgorsza karę (pogrzebanie żywcem) czy jej śluby czystości (odda się jedynie mężczyźnie, który pokona ją w walce – życzę powodzenia). Mimo bardzo poważnej historii jest tu również parę zabawnych momentów, miło też widzieć dynamikę relacji między Sonją a Osinem, który nawet próbuje doprowadzić do tego, by ognistowłosa złamała śluby czystości, acz kończy się to dla niego w dość żałosny sposób. Fabuła podejmuje też troszkę poważniejsze aspekty, których osią jest konflikt między tyranią pokoju (a raczej reżimem totalitarnym pod przykrywką pokoju) a sytuacją gdzie każdy może decydować o własnym losie – może być on albo dobry, albo zły. Mimo pozytywnego zakończenia (po części) Sonję nawiedzają wątpliwości co do słuszności jej działań co jedynie pogłębia jej postać i zachęca do zapoznania się z dalszymi historiami. Staje się ona silną bohaterką przez duże S.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to okładki, które co prawdą są bardzo miłe dla oka, ale nie mają wiele wspólnego z akcją poszczególnych zeszytów. Wygląda to tak jakby artyści okładek zrobili kilka-kilkanaście projektów, a później wydawcy wykorzystywali wszystkie po kolei. Dla przykładu, w czwartym zeszycie pojawia się Sonja walcząca z krokodylowatym stworem, owo monstrum nie pojawia się ani w ciągu akcji tego zeszytu, ani w ciągu całej pierwszej historii.

Na koniec zachęcam do zapoznania się z poniższym artem, który przedstawia ognistowłosą:

Red Sonja

Twórcą jest użytkownik SparkStudios ze strony DeviantArt

SparkStudios

To by było wszystko, jak na teraz. I widzimy się za parę dni!

Podróże po świecie Warhammera Fantasy, odcinek I

Dziś witam was w nowej serii, która ma na celu przybliżyć różne materiały ze świata popularnego “Młotka”. Omówienie owych materiałów będzie często skrótowe, jeśli będę chciał szerzej wypowiedzieć się na dany temat to będzie na to osobny wpis. Pośród nich znajdą się podręczniki do RPGów, przygody, kampanie, podręczniki armii do bitewniaków, powieści, opowiadania, zbiory opowiadań, magazyny, czy tzw. background books. Pojawiać się tu będą zarówno rzeczy oficjalne, jak i te wypuszczane drogą nieoficjalną, nieraz pisane przez amatorów.

Na początek jeszcze jedna rzecz. Wcześniej miałem do czynienia z częścią materiałów dostępny do Warhammera Fantasy Roleplay w drugiej edycji, mianowicie: Podręcznik do 2. Edycji Roleplaya, Dzieci Rogatego Szczura, Dziedzictwo Sigmara, Almanach Mistrza Gry, Niezbędnik Gracza, Splądrowane krypty, Bestiariusz Starego Świata, Księga Spaczenia. Póki co pominę je, pojawią się one  odcinku specjalnym, kiedy przeczytam je jeszcze raz – żal byłoby nie powiedzieć paru zdań o Księdze Spaczenia czy Dzieciach Rogatego Szczura. Przed właściwą treścią, ostatnia rzecz – bardziej interesuje mnie tzw. fluff (wszystko co związane, z fabułą, historią świata przedstawionego; reguły to rzecz drugorzędna, rzadko będę je wspominał, a i to jedynie w przypadku Roleplaya).

 

I. Background Books:

Tzw. background books to ani powieści, ani przygody, ani podręczniki. Mają na celu pokazanie szerszego tła uniwersum bez wdawania się w skomplikowane historie. Ich głównym odbiorcą są albo osoby, które są zainteresowane w ogólny kształt uniwersum, albo Mistrzowie Gry, jako że owe książki często zawierają krótkie historyjki, które z powodzeniem mogą służyć jako zaczepki przy tworzeniu różnorodnych przygód.

The Life of Sigmar: Being the Epic Tale of the Warrior-God Sigmar, and the Founding of The Empire; Matt Ralphs

Zacznę od rzeczy subiektywnie najgorszej, lecz nie pozbawionej potencjału. Żywot Sigmara to szereg historyjek z różnego kresu życia Sigmara – twórcy Imperium. Są tu opowieści o jego narodzinach, polowaniu, walkach z orkami, pojedynku z Nagashem, czy ostatecznym tajemniczym odejściu Cesarza Ludzi. Jako obiektywne źródło informacji nie sprawdza się zbyt dobrze – obecna jest propaganda. Nie jest również napisany najlepszym językiem.

Z racji tego, że jest to książka in-universe, czyli stylizowana jakby powstała wewnątrz uniwersum, napisana przez istotę z tego uniwersum, to można jej użyć w specyficzny sposób. Księga opisuje Sigmara jako nieskazitelnego człowieka – nawet przebiegłość jest u niego dobra. Z innych prac in-universe możemy dowiedzieć się, że faktycznie owa księga występuje w uniwersum. Jej ustępy mogą cytować kapłani Sigmara, czy różnego rodzaju fanatycy czy biczownicy. Mistrz Gry może również umiejętnie stworzyć nowe wydarzenia z życia Sigmara tak, by stylem odpowiadały owym. Lub legendy. Półprawdy. Dla dodania kolorytu.

Darkness Rising: A Complete History of the Storm of ChaosAnthony Reynolds, Phil Kelly 

W wielkim skrócie, książka jest nowelizacją istotnego eventu, który odbył się w Warhammerze Fantasy – Burzy Chaosu. Było z tym sporo zamieszania. O Burzy Chaosu będzie osobny wpis – o tym jak jest infantylna i ma badziewne zakończenie. Teraz jedynie przypomnę, że twórcy (GW) mają w ostatniej dekadzie talent do rozczarowywania fanów. Burza Chaosu nie zyskała wielu fanów (słusznie), ostatecznie została zretconowana i zastąpiona eventem znanym jako End Times (który podobnie nie zyskał sobie wielu fanów), a w konsekwencji powstało nowe uniwersum – Age of Sigmar, a Warhammer Fantasy został ostatecznie porzucony. Age of Sigmar również nie został najcieplej powitany.

Nowelizacja powstała już po evencie i próbowała naprawić niektóre dziury pierwotnej kampanii dodając więcej szczegółów. Jest pisana w formie dziennika badacza, który spisuje dzieje Burzy Chaosu i dzieje wydarzeń sprzed jej rozpoczęcia (autor był świadkiem chociażby Konklawe Światła czy wizji demona Be’lakora sprowadzonych na Ślepego Jaspera – byłego sigmarytę), oprócz formy dziennika mamy tuż wymianę listów między nim a jego synem Stefanem (który walczył wraz z wybrańcem Sigmara – Valtenem – przeciwko Archaonowi). Wszystko to napisane z nierówna jakością. O ile wydarzenia, które opisuję główny bohater Friederich trzymają się kupy, dają ciekawy pogląd na nastrój na terenie Imperium, którego wojna nie dotknęła, o tyle kwestia przygód Stefana i Valtena już tak dobra nie jest. Jedynie przypomnę, że to nie wina tych autorów, a bardziej Gavina Thorpe – osoby odpowiedzialnej za kampanię Burza Chaosu. Wszystko to uzupełnione jest licznymi ilustracjami, których część była już opubulikowana (choć w podręczniku do WFRP2), w klimat jednak wprowadzają wyśmienicie.

Blood on the Reik: A Journey Through the Old WorldMatthew Ralphs 

Jeśli Żywot Sigmar był najgorszą rzeczą, to Krew na Reiku jest rzeczą najlepszą. Nie mam za wiele do powiedzenia o tej pozycji.  Jest w niej mało tekstu, ale to nie tekst nie jest w niej najważniejszy. W książce zawarte są trzy rzeczy: 1) krótkie opisy mieszkańców, zawodów, profesji, ras, czy kultów; 2) Rysunki węglem typowych mieszkańców Imperium lub potworów zamieszkujących pobliskie rejony, tudzież obrazy przedstawiające albo legendy folkloru albo nadzwyczajne osobowości, które spotkał autor książki (in-universe); 3) krótkie notatki napisane przy rysunkach węglowych dotyczące wyglądu lub ubioru danych istot

Siła tej pozycji tkwi właśnie w tych grafikach, które jak przystało na Warhammera są mocno groteskowe i im dłużej się na nie patrzy tym bardziej ma się wrażenie, że mieszkańcy Imperium są nie w pełni zdrowi zmysłów. Wystarczy wspomnieć rybaków przechadzających się w rekinich skórach, Magistrów Magii przyodzianych w świecznik na głowie czy zakonnice Sigmare – dziewice odziane w kolce, łańcuchy i pas z czaszek. Przy obrazach legend zawsze mamy ciekawą, i często tragiczną historią. Wszystko otoczone czarnym humorem. Nie mogę nie polecić.

Liber Necris: The Book of Death in the Old WorldMarijan von Staufer

Liber Necris to natomiast pozycja, która nie jest zła, ale po przeczytaniu Krwi na Reiku spodziewałem się czegoś lepszego – i wcale nie chodzi tu obrazki (które są w tej książce dość…przerażające). Sądziłem, że w Księdze Śmierci znajdą się jakieś historyjki o mało znanych nekromantach, tudzież wampirach. W praktyce dostajemy traktat historyczny autorstwa Manfreda von Carsteina (in-universe), najbardziej ambitnego wampira w przededniu End Times, który opisuje historię Nehekhary, Nagasha, nekromancji i na końcu wampirów.

Temat raczej mniej znany więc można się tu sporo dowiedzieć. To historia walki ze śmiercią (poniekąd zwycięskiej), jednym z ciekawszy ustępów jest fragment gdzie Manfred zaczyna schodzić na tematy filozoficzno-egzystencjalne i wręcz śmieje się z ludzi z Imperium, z ich ignorancji względem natury śmierci i natury bogów. Stwierdza wprost, że ludzie traktują te rzeczy zbyt…idealistycznie i sprzecznie z naturą wszechświata. Jest też lepszym źródłem informacji od Żywotu Sigmara, jeśli ktoś chce się dowiedzieć więcej na temat walk Nagasha z Sigmarem. Godne polecenia.

II. Seria End Times:

Sigmar’s Blood; Phil Kelly

W teorii ta książka jest kampanią bitewną (są cztery bitwy), służy jednak też dodatkowo jako wstęp do End Times. W poprzednim tekście była mowa o Manfredzie von Carsteinie, tutaj jest głównym antagonistą. O ile w przypadku wersji z Burzą Chaosu Manfred w ostatniej chwili ratuje Imperium (lub przynajmniej tak jest to przedstawiane), to już w End Times prowadzi zakrojoną na szeroką skalę intrygę, której celem jest wskrzeszenie Nagasha (po raz kolejny).

Krew Sigmara opisuje jedynie pierwszą część intrygi, która na dodatek była prawie nieudana. Wysłany do Sylvanii Łowca Czarownic – Alberich von Korden – zaczyna mieć problemy z odróżnieniem dobra od zła, na miejscu odkrywa, że źle się dzieje w pastwie sylvańskim i podejrzewa, że Manfred powrócił (po jego rzekomej śmierci),  w międzyczasie agenci Manfreda wykradają Koronę Czarnoksięstwa z Altdorfu. Przywódca kultu Sigmara – Volkmar Ponury – wyrusza do Sylvani z krucjatą przeciwko Manfredowi i w celu odzyskania Korony. Nie miejscu wpada w pułapkę Manfreda. Co prawda von Kordenowi udaje się pokonać nekromantę Ghorsta wraz z jego Ścierwowozem, a sam Volkmar z pomocą  armii cesarstwa, sylvańskich ochotników, i magów Kolegium Światła udaje mu się wygrać parę bitew, acz ostatecznie przegrywa i zostaje porwany przez Manfreda i tym samym wampir włącza Czasy Ostateczne.

Całkiem nieźle napisane, przystępnym językiem i daje na więcej czegoś dobrego. Szkoda jedynie, że Volkmara zawsze musi spotkać zły los.

 

W następnym odcinku: kampania Ścieżki Przeklętych i pierwsza część kampanii Wróg Wewnętrzny!

Cykl książkowy #11 – Jad Lorda Foula

Z Jadem Lorda Foula miałem już do czynienia wcześniej. Pierwsze sporo rzeczy o nim słyszałem – część z nich była dobra, a część zła. Drugie, początkowo przeczytałem pierwsze 100 stron, musiałem jednak przerwać z powodu natłoku obowiązków. Ostatecznie książka okazała się interesująca, warta uwagi, i nie pozbawiona błędów.

Powieść opowiada historię Thomasa Covenanta, wyrzutka i osoby chorej na trąd, która ostatkami sił próbuje zachować człowieczeństwo wobec nieprzyjaznego mu świata zewnętrznego. Wszystko się zmienia kiedy zostaje potrącony przez radiowóz i w tajemniczych okolicznościach zostaje przeniesiony do Krainy – miejsca pełnego groteski i piękna, gdzie magia nie jest niczym nadzwyczajnym, a ludzie żyją zgodnie z naturą. Jakby tego było mało, w owej Krainie nikt nie zwraca uwagę na jego trąd, ludzie nagle stają się dla niego mili, a poprzez jego ułomność w postaci braku dwóch palców traktują jako wcielenie Bereka Półrękiego (bohatera Krainy) i w konsekwencji ich zbawcy przed tajemniczym bytem zwanym Lordem Foulem – uosobieniem Wzgardy.

Wątek psychologiczny to element, na którym owa książka się opiera. Bohater cały czas boryka się z samym sobą, traktują Krainę jako sen, stara się jedynie przetrwać pozbawiając się w procesie i własnej godności. Doświadczenie „trędowatości powodują, że nikomu nie ufa, nie pozwala sobie na żadne zbędne emocje (głównie widzimy jego wściekłość i chłód emocjonalny), jego tarczą obronną są drwiny. Główny bohater to klasyczny przypadek klasycznego łamania tropów dotyczących stereotypowego bohatera. Zamiast bycia odważnym i pewnym siebie jest tchórzliwy i ma niskie mniemanie o sobie.

Żeby i czytelnikowi nie było zbyt łatwo autor postanowił regularnie sporządzać mu potężne kopniaki w żołądek, kiedy Covenant znajduje się na „naszej Ziemi” pada ofiarą sugestii, że lepiej popełnić samobójstwo niż żyć w sposób w jaki on żyje”, natomiast w Krainie jego tchórzostwo i nieumiejętność podjęcia decyzji (nieważne czy byłaby ona dobra, czy też zła) prowadzą do frustracji i myślenia „podejmij w końcu tę decyzję do cholery!”. Zdecydowanie nie jest to książka dla ludzi, którzy oczekują lekkiej historyjki oraz eskapizmu.

Jak wspominałem na początku powieść nie jest pozbawiona błędów, skoncentrowanie się na psychologicznym aspekcie głównego bohatera spowodowało, że pozostałe elementy, głównie budowanie świata przedstawionego, zostały zaniedbane. Zostajemy zasypani szeregiem opisów, które powodują głównie skonsternowanie, część z nich (szczególnie nazwy geograficzne) nie zostały rozwinięte i pozostały puste. Fabuła sama w sobie również nie zaskakuje. Dialogami momentami są zbyt pretensjonalne.

Podsumowując, książka jest pozycją niezmiernie interesująca, ale i niedopracowaną. To powieść-droga opowiadająca o człowieku z mocno pogruchotaną psychiką, która milimetry dzielą od roztrzaskania na milion kawałeczków. Jeśli czytelnik jest w stanie przymknąć oko na jej wady, drastyczne sceny czy wręcz obrzydzenie względem protagonisty to nie widzę przeciwskazań by jej nie przeczytać. Trzeba pamiętać, że to książka niedoświadczonego jeszcze pisarza, z wszystkim konsekwencjami tego stanu rzeczy.