Przenosiny

Z powodów czysto technicznych zmuszony jestem przenieść się na nową domenę. Mój blog można znaleźć pod adresem: https://kreatywnewizje.pl/

Oczywiście wymaga on jeszcze drobnego dopieszczenia, ale i tak już teraz zapraszam wszystkich!

Advertisements

MFA i ja

Dziś króciutko. Chciałem wam powiedzieć o pewnym wyzwaniu, które zaczynam podejmować od poniedziałku, nazywane jest ono 1000 Dni MFA i skonstruowane jest na podstawie rad dla poczatkujących pisarza przekazanych przez znanego pisarza – Raya Bradburego. Na czym polega owo wyzwanie? Trwa 1000 dni i ma na celu wyrobienie pewnych nawyków, stworzyć podstawę dla twórczości, jest również sposobem na nauczenie się wielu rzeczy. Ma kilka aspektów.

Czytanie

Każdego dnia czytaj jedno opowiadanie, jeden esej/artykuł naukowy oraz jeden wiersz. Dodatkowo, jeśli starczy czasu to raz na tydzień przeczytaj powieść, a raz w miesiącu przeczytaj książkę o rzemiośle (pisarstwo, rysownictwo, scenariopisarstwo, sztuka, historia sztuki). I tutaj parę słów, ostatnie dwa punkty zostały dodane przeze mnie, sadzę, że jestem w stanie ich dotrzymać. Oczywiście, powieści mogą zostać zastąpione przez książki historyczne, szczególnie w czasie roku akademickiego. Nie każda powieść będzie też czytana w ciągu tygodnia ze względu na ich długość. Rozpisane jest to następująco:

  • 0-350 stron – 1 tydzień
  • 351-700 stron – 2 tygodnie
  • 701-1000 stron – 3 tygodnie
  • 1001 – 1300 stron – 1 miesiąc

Pisanie

Każdego tygodnia napisz jedno opowiadanie. Za tą radą istnieje prosta myśl – napisz w ciągu roku 52 kiepskie opowiadania – znacząco poprawi to twój warsztat, zrozumiesz wiele rzeczy, zobaczysz gdzie cię to doprowadzi. Postanowiłem, że rozpocznę projekt 143 głosy galaktyki, każdy tekst będzie napisany w uniwersum sci-fi nakreślonym przeze mnie, każdy tekst będzie “pisany przez” określoną postać w uniwersum, często będą miały one formę epistolarną (listów, raportów, itd.), acz co najmniej raz w miesiącu zostanie napisane opowiadanie w klasycznym stylu – z narratorem w pierwszej (prawdopodobnie) osobie.

Poniższe punkty są całkowicie opcjonalne!

Oglądanie

Obejrzyj dwa filmy pełnometrażowe tygodniowo. Filmy mogą zostać zastąpione przez seriale lub filmy krótko- i średnio-metrażowe w odpowiednich proporcjach, tj. oglądanie przez 4 godziny tygodniowo.

 

Czy zdołam wykonać to wyzwanie? Nie wiem, ale to będzie ciekawe doświadczenie. Krótkie aktualizacje będę zamieszczał każdego dnia

Kradnij jak artysta!

Dziś będę nieco stronniczy, mam dobre powody. Książka Steal Like an Artist: 10 Things Nobody Told You About Being Creative to książka, która może być pozycją przełomową dla początkującego artysty, szczególnie takiego, którego zaczęły nachodzić wątpliwości, jakie to jego prace są beznadziejne.

Praca podzielona jest na dziesięć rozdziałów, ale jedynie pierwszy i może część drugiego rozwija temat złodziejstwa w sztuce. Pozostałe zajmują się kwestią tego jak artysta myśli, postrzega świat czy też jak sobie radzi w codziennym życiu, innymi słowy autor opisuje cały mindset artysty.

Autor nie odkrywa novum, ale podaje to w bardzo przystępny sposób. Książka jest zabawna, czyta się ją w zabójczym tempie. Warto tu jednak wrócić do tematu “złodziejstwa”, którym jednak pozycja się reklamuje. Otóż, Austin Kleon pozbawia czytelników wszelkich złudzeń, kreatywność w rozumieniu “stwórz coś nowego, czego jeszcze nie było, sam i od podstaw” nie istnieje, a oryginalność opiera się umiejętnej kradzieży z wielu źródeł (które niekoniecznie muszą być twórcze same w sobie, można kraść choćby rozmowy zasłyszane na ulicy) i odpowiednim ich przekształcaniu.

 

Honoruj, nie upodlaj. Studiuj, nie kopiuj. Kradnij od wielu, nie od jednego. Uznawaj, nie plagiatuj. Przekształcaj, nie imituj. Mieszaj, nie ściągaj. Kobe Bryant przyznaje, że jego drybling to próba kopii sztuczek jego idoli, Pablo Picasso mówi, że sztuka jest złodziejstwem. Ludzki umysł i ręka nie jest zdolna do stworzenia perfekcyjnej kopii. Korzystasz z jednego źródła? Kto powie ci, że jesteś plagiatorem. Korzystasz ze stu źródeł? Powiedzą, że jesteś oryginalny. Oczywiście z tego wszystkiego na czoło wysuwa się jedna myśl – jeśli chcesz być artystą to bądź obyty w kulturze i świecie.

W dalszych rozdziałach autor podaje też wiele równie dobrych rad: daj się zainspirować wszystkiemu, zwolnij, bądź zafascynowany światem, otaczaj się ludźmi bardziej kreatywnymi od siebie, pracuj codziennie (choćby miało to znaczyć, że będziesz wymiotował), nie przejmuj się tym jeśli jesteś na początku w tym kiepski, eksperymentuj z wieloma rzeczami, stwórz swój fizyczny “warsztat”, rób rzecz “cyfrowo” i “analogowo”, czasami prokrastynuj (mózg użyje tego jak trampoliny), rób rzecz dla siebie, prowadź dyskusje z podobnymi sobie, bądź miły, prowadź notatnik (w, którym będziesz robił notatki i szkicował), prowadź “dziennik pokładowy” (w, którym zapisujesz wszystko dobre i ciekawe co spotkało cię każdego dnia), prowadź “bazę danych” (gdzie masz zapisane wszelkie rzeczy ukradzione), gdy przechodzisz kryzys związany z twoją twórczością wróć do pozytywnych opinii jakie usłyszałeś/przeczytałeś tworząc wcześniejsze projekty.

Naprawdę, nie mogę nie polecić tej książki, szybko wylądowała w moich ulubionych. Jest zbawieniem, dla osób, które z jednej strony czują się głębi duszy artystami, a z drugiej napotyka ich wiele wątpliwości. Dla ludzi spoza sztuki daje ona wgląd z jakimi trudnościami borykają się owi ludzie. Do wszystkich twórczych ludzi: porzućcie wątpliwości i po prostu twórzcie!

PS. na końcu zamieszczę krótki diagram z owej książki dotyczący rozwoju projektu, dla artystów bardzo “znajomy” 😉

Jak napisać scenariusz/dobrą historię? Część pierwsza: Dziwny atraktor

Uwaga: Wpisy należące do tej serii będą podejmowały tematykę pisania scenariusza filmowego. Nie uważam się za guru w tej kwestii, mam jednak pewną wiedzę, która może pomóc tym, którzy jej nie posiadają. Wykorzystam swoją wiedzę i umiejętności, by pomóc innym, choćby w małym stopniu. Ta seria poradników przeznaczona jest głównie dla machinimerów (osób tworzących filmy fabularne z wykorzystaniem silnika gier komputerowych), ale mogą z nich korzystać dowolne osoby, które zajmują się bądź chcą się zająć aktywnościami, gdzie wykorzystają umiejętności tworzenia historii.

W pierwszej części miałem zająć prezentacją edytorów tekstowych, wyszło inaczej. Przedstawię pewne narzędzi, nazywane dziwnym atraktorem. Owy wpis aż tak bardzo nie zrujnuje mi zakładanej chronologii, ponieważ stworzenia dziwnego atraktora dokonuje się jeszcze przed właściwym pisaniem skryptu. Owy wpis, jest w dużej części jedynie tłumaczeniem eseju autorstwa Terry’ego Rossio, aczkolwiek na samym końcu zawarty zostanie mój krótki komentarz. Poniżej tłumaczenie, które znajduje się w nawiasie kwadratowym.

[Dobrze. Bierzmy się do roboty.

Jako, że jestem scenarzystą i początkującym producentem filmowym, ludzie wysyłają mi scenariusze. Jak wszyscy inni w mieście, chciałbym znaleźć kolejny świetny scenariusz, odkryć kolejny wielki talent. Po przeczytaniu i skomentowaniu kilkuset skryptów, powiem wam co było ich najczęstszym problemem – brak dobrej koncepcji.

Bardzo często scenarzyści od samego początku obierają koncepcję, która nawet w najlepszej formie nie jest typem historii, która sprzeda się w Hollywood. Jest to frustrujące. Siedziałem czytając scenariusze, w którym struktura, postacie, dialogi i opisy były zadowalające…a nawet, w niektórych przypadkach – bardzo dobre. A jednak w głębi duszy wiedziałem, że w zasadzie nie ma mowy o tym, by scenariusz kiedykolwiek się sprzedał, nie mówiąc już o jego realizacji. To było podwójnie frustrujące, ponieważ trudno było dokładnie wyjaśnić, dlaczego by się nie sprzedały. Wszystko, co mogłem powiedzieć, to to, że koncepcji czegoś brakowało. Czego? Nawet nie potrafiłem tego nazwać. Teraz potrafię. Pożyczyłem termin z geometrii fraktalnej. Ta tajemnicza “rzecz”, której wymaga większość scenariuszy to…DZIWNY ATRAKTOR.

Co to jest – i dlaczego tego potrzebujesz

Wiem, brzmi trochę głupkowato, ale poza nazwą nie ma wiele wspólnego z matmą.  Słówko “dziwny” rozum jako “wyjątkowy”, a atraktor skojarz z atrakcyjnością (synonimem będzie “fascynujący”), wtedy “dziwny atraktor” okaże się “czymś wyjątkowym, co jest również fascynujące”. Jest to jedynie szybki sposób na powiedzenie, że ​​koncepcja filmu powinna być wyjątkowa – być czymś czego wcześniej nie robiono – a jednocześnie musi “przyciągać” do siebie odbiorców. Musi to być coś, co jest fascynujące, kuszące i intrygujące. Jakiś element, który jest tak pomysłowy, tak pociągający, że ludzie w Hollywood biją się w pierś, że nie pomyśleli o tym wcześniej. Tak bardzo biją się w pierś, że są gotowi dać ci dużo pieniędzy, ponieważ ty pierwszy o tym pomyślałeś.

Możesz to nazwać haczykiem, sztuczką lub zwrotem akcji. Hollywood czasami nazywa to “wysoką koncepcją” – pomysłem na film, który można wyrazić w jednym lub dwóch zdaniach. Możesz zastąpić “wysoką koncepcję” “dziwnym atraktorem”, ale myślę, że dziwny atraktor jest nieco bardziej precyzyjny. Co jest dobrym, krótkim i prostym pomysłem na film, który przyciągnie również widzów? Poniżej przykład:

Człowiek niesłusznie skazany za morderstwo prowadzi śledztwo z wnętrza sali więziennej. Dobrze, to jest nieznacznie intrygujące.

Możesz użyć tej “wysokiej koncepcji”, aby napisać scenariusz. Może się okazać, że jest to trampolina na dobry film – ale wiele zależy od wykonania. Nawet jeśli film został ostatecznie zrobiony i został zrobiony dobrze, to nadal może być trudny do sprzedania dla publiczności.

Zatem z perspektywy studia lub “rozwoju”, ta “wysoka koncepcja” prawdopodobnie nie wywoła wielu emocji … ani nie wprowadzi do branży początkującego scenarzysty.
Pomysł, który jest nieznacznie lepszy (w kontekście czysto komercyjnym, sprzedaży do Hollywood) to:

Człowiek, który został niesłusznie skazany za morderstwo, uczy się astralnej projekcji i w tej formie “wyrzuca się” z więzienia, dalej musi zlokalizować prawdziwego zabójcę, aby oczyścić swoje imię.

Hej, nie sądziłeś, że mogę sobie pozwolić na publikowanie moich najlepszych pomysłów na historię tutaj, prawda? Mimo, że brzmi to jak hokey (tak bardzo nie do uwierzenia, że aż staje się śmieszne), przynajmniej ma on rozpoznawalny “dziwny atraktor” – sztuczkę opuszczania więzienia poprzez projekcję astralną. Być może można to zrobić jako komedię, z ładnymi tematycznymi stwierdzeniami na temat wolności i pokonywania ograniczeń.

Być może już wpadłeś na pomysł, nawet z powyższym, prawdopodobnie złym przykładem. Oto kilka lepszych:

  • Nastolatek zostaje przypadkowo wysłany w przeszłość, gdzie musi upewnić się, że jego matka i ojciec spotkają się i zakochają w sobie, a następnie musi wrócić do czasów mu teraźniejszych
  • Grupa metapsychików eks-śledczych rozpoczyna komercyjną działalność zajmującą się eksterminacją duchów w Nowym Jorku.
  • Obrońca-prawnik zakochuje się w swojej klientce, a kiedy proces się rozwija, ona nie wie, czy śpi z niewinnym mężczyzną, czy  z mordercą.
  • Zepsute dziecko chwyta potwora spod łóżka, zostaje uwięzione w mrocznym podziemnym świecie, do tego stopnia, że ​​niemal samo staje się potworem.
  • Facet pisze list, w którym zrywa ze swoją dziewczyną, wysyła go “ekspresową pocztą”, potem zmienia zdanie, goni list po kraju i podczas drogi się zakochuje.

Istnieje pewne “aha”, która towarzyszy tym ostatnim ideom. Masz wrażenie, że ich zbadanie doprowadzi do interesujących sytuacji i wciągającego dramatu.

Dobry koncept właśnie to robi – intryguje ludzi, przemawia do nich. Te najlepsze eksplorują ludzką kondycję, częściej jednostkową niż w kontekście uniwersalnym.

Dobrze. Być może zastanawiasz się – czy jest to, aby naprawdę konieczne? I kiedy ten facet zacznie mówić o pisaniu scenariuszy? Muszę podkreślić raz jeszcze – JEST TO KONIECZNE. Szczególnie dla początkującego pisarza. Rozważ co próbujesz osiągnąć.

Potrzebujesz:

– producenta, który spędzi do trzech lat swojego życia, wykonując twój projekt

ludzi, którzy polubią twój pomysł i wybiorą go spośród tysięcy scenariuszy, które otrzymują każdego roku

– reżysera, który uważa, że ​​twój scenariusz okaże się jednym z niewielu filmów, które będzie reżyserował w swojej karierze

– studio wykonawcze, który ryzykuje milionami dolarów, kręcąc ten film, a następnie wydaje miliony promując go

– krytyków uważających, że jest to dobra rzecz w porównaniu do innych filmów wyprodukowanych w tym roku, i wszystkich innych filmów, które kiedykolwiek powstały

– milionów ludzi na całym świecie, którzy wydadzą pieniądze na obejrzenie filmu, może nawet więcej niż raz. I powiedzą znajomym, jaki on wspaniały. I wypożyczą go na wideo i będę oglądać w telewizji.

Aby to wszystko zrobić, stwórz atraktor do swojego filmu. Musisz dokładnie wiedzieć, co to jest. Powinieneś być w stanie wskazać i mówić o tym w ten sam sposób, w jaki mówisz o postaciach, temacie i fabule. Dziwny atraktor. Nie zaczynaj pisać skryptu bez niego.]

Jako, że tutaj tłumaczenie się kończy to czuje się zobowiązany do powiedzenia paru kwestii, skomentowania eseju pod względem rzeczy, które mnie interesują. Z naszej perspektywy można wyrzucić wszystko, co było mocno związane z kinematografią i Hollywoodem, szczególnie samą końcówkę. W gruncie rzeczy interesuje mnie jedynie jedna rzecz, odpowiedź na pytanie: Czy dziwny atraktor jest konieczny w użyciu? W mojej opinii nie, acz jest  to na pewno interesująca rzecz. Trzeba pamiętać, że owy atraktor jest narzędziem do przebicia się przez początkującego scenarzystę przez wszelkie przeszkody do wydania filmu w Hollywood. My tak ostrymi wymaganiami nie będziemy się przejmować, mamy inną rolę. Stworzenie dobrej fabuły, czy dobrego filmu machinimowego wcale nie wymaga takiego atraktora, zresztą te atraktory mogą być zbyt skomplikowane i zbytnio przechodzić na stronę absurdu, który sam w sobie oczywiście zły nie jest, ale nie tworzenie absurdalnych sytuacji stoi za większością filmów – w sumie zahaczki tu przedstawione mi osobiście niezbyt podchodzą, może poza ostatnią (ta z listem), która i tak zahacza o pewne dość, nieprzyjemne tropy, ale ma w sobie przyjemny sentymentalizm. Inna sprawą jest fakt, że posiadając taką koncepcję, która będzie we właściwy sposób zaimplementowana to odbiorcy raczej szybko nie zapomną tej historii. Nie jest ona jednak najważniejsza w całej historii, ponieważ to bohaterowie najbardziej błyszczą w dobrze zrealizowanej historii. Mimo wszystko zachęcam chociażby do prób tworzenia owych atraktów, choćby jako ćwiczenie intelektualne.

Jak napisać scenariusz? Część zerowa: jak przygotować się do pisania fabuły? Metoda siedmiu kroków

Uwaga: Wpisy należące do tej serii będą podejmowały tematykę pisania scenariusza filmowego. Nie uważam się za guru w tej kwestii, mam jednak pewną wiedzę, która może pomóc tym, którzy jej nie posiadają. Wykorzystam swoją wiedzę i umiejętności, by pomóc innym, choćby w małym stopniu. Ta seria poradników przeznaczona jest głównie dla machinimerów (osób tworzących filmy fabularne z wykorzystaniem silnika gier komputerowych), ale mogą z nich korzystać dowolne osoby, które zajmują się bądź chcą się zająć aktywnościami, gdzie wykorzystają umiejętności tworzenia historii.

Jeśli ktoś z was kiedykolwiek przyglądał się procesowi twórczemu, obecnego w pracach profesjonalistów to bez trudu zauważy, że opierają się oni na tzw. strukturze – pierwsze robi się rzeczy podstawowe, ogólne, które z czasem się rozwija i ulepsza. Posiadanie struktury i organizacji pracy pozwala również po części uniknąć “bloku” – sytuacji kiedy to twórca nie jest w stanie popchać swojego dzieła naprzód.

Dziś zaprezentuję technikę, która pomaga ową strukturą stworzyć. Jest to tzw. metoda siedmiu kroków, i jest przeznaczona do pisania opowiadań, jednakże bez trudu można ją przenieść na scenariopisarstwo, szczególnie jeśli idzie o krótkie filmy.

Dokonałem w niej dwóch korekt, po pierwsze usunąłem krok siódmy, który mówił o publikowaniu dzieła i był zbędny. Po drugie przed krokami dodałem inny, który będzie na pozycji pierwszej.

1. Burza mózgów – a więc wpadłeś na jakiś pomysł, może obejrzałeś/przeczytałeś coś co cię zainspirowało, a może od początku chciałeś napisać na jakiś temat? Tak czy inaczej, w tej chwili prawdopodobnie luźne pomysły kołatają ci się pod kopułą czaszki. Weź kartkę i zapisz te pomysły. Lub zapisz na komputerze, jeśli tak wolisz. Choć tutaj polecam robić to na kartce, żeby sprzęt elektroniczny cię nie rozpraszał. Pomyśl co może zdarzyć się w filmie, zapisuj pomysły – dobre i złe, pozwól przepłynąć pomysłom przez twoje ciało. Najlepiej jeśli pomysły będziesz zapisywał jako ciąg kilku słów, maksymalnie jedno zdanie. Jeśli poszczególne pomysły są ze sobą powiązane, np. dotyczą jednego wątku czy postaci, to połącz je za pomocą mapy myśli. Ciekawym sposobem na tworzenie owej sieci pomysłów jest korzystanie z fiszek i tablicy korkowej – na fiszkach zapisujesz pomysły i przypinasz je do tablicy korkowej odpowiednio je sortując.

2. Podstawa historii – drugi etap wymaga większej koncentracji, choć w mojej opinii jest łatwiejszy. Musisz przysiąść nad kartką (lub też komputerem) i napisać szkic historii podczas “jednego posiedzenia”. Korzystając z pomysłów, które wcześniej zapisałeś napisz co się dzieje w filmie (bez dialogów), do czego zmierza fabuła, jaki jest cel powstania historii. Właśnie w tym momencie powinieneś zadać sobie dwa pytania: 1. Co chcesz zyskać na pokazaniu historii? Dlaczego robisz to, co robisz? 2. Co jest aspektem historii, przez którego odbiorca poczuje się emocjonalnie zaangażowany? Owy zapis najlepiej zrobić w formie konspektu (synopsis), nie dłuższego niż jedna strona A4 (choć lepiej, żeby nie był dłuższy niż jedna strona A5). W takiej formie, jeśli opisujesz bohaterów, to opisuje się ich imieniem, rzeczownikiem (zawód, co robią w życiu – kształtuje to sposób myślenia bohatera i jego postrzegania świata) oraz przymiotnikiem (najbardziej wyróżniająca się cecha charakteru). Rada dotycząca tego etapu: napiszcie całość podczas jednego posiedzenia, nie powinno to wam zająć więcej niż 1-2 godziny, nie róbcie żadnych poprawek, po prostu piszcie, nawet jeśli uważacie, że gdzieś użyliście złego rozwiązania fabularnego to niech ono tam zostanie i nie rozstrajajcie rytmu swojej pracy, przez powrót do tych błędów. Na poprawki jeszcze przyjdzie czas. Waszym zadaniem nie jest skonstruowanie fabuły w “ostatecznej formie”, a jedynie bryły, z której ta fabuła się wyłoni.

3. Znajdź swojego protagonistę – żeby była jasność, fabuła danej historii to nie do końca to samo co “losy bohaterów obecnych w tejże historii”. Możliwe, że tworząc konspekt już macie jasne wyklarowane kto będzie owym protagonistą, jest to przejrzyste, szczególnie jeśli wasza historia jest historią typu “pewien ciąg wydarzeń widziany z perspektywy danej osoby”, czasami jednak nie jest to takie łatwe. Jak rozpoznać kto jest protagonistą? Stephen Koch powiedział kiedyś, że protagonista to postać, której losy są najważniejsze dla fabuły. Spójrzcie na postacie, które już posiadacie, porównajcie je ze sobą i konspektem i zdecydujcie, która z nich jest najważniejsza i ciągnie fabułę do przodu. Ona jest waszą kotwicą.

4. Rozpisz pierwszą scenę – w przypadku opowiadania czy powieści najczęściej mówi się o pierwszym zdaniu. W przypadku filmów oczywiście musi to być pierwsza scena. Funkcja jednak jest taka sama – ma zachęcić widzów do oglądania, ustalić ton historii i zaintrygować odbiorców. Do dziś za jedną z takich najlepszych pierwszych scen-zdań uważam zdanie otwierające Neuromancera – Niebo nad portem miało barwę ekranu monitora nastrojonego na martwy kanał.

5. Stwórz listę scen – standardowo stworzona lista scen przyjmuje formę tabeli. W tabeli powinny się znaleźć:

I. Numery scen – by lepiej orientować się w chronologii fabuły
II. Krótkie streszczenia – streszczenie poszczególnych scen na 1-2 zdania
III. Postacie występujące w scenie
IV. Typ sceny – bardziej nastawione na akcję czy na dialog?
V. Notatki do scen
VI. Postrzeganie sceny przez kolejnych bohaterów (tzw. PoV – Point of View, jakie są ich motywacje, co chcą osiągnąć w danym momencie?

Kiedy kończy się scena? Albo kiedy zmienia się czas (np. z dnia na wieczór) lub miejsce akcji. Po co robić listę scen? Zwiększa to kontrolę nad tym co już napisaliście, i łatwiej zorientować się, które fragmenty wymagają dopracowania.

6. Badania – Ten krok jest bardzo ważny, kiedy mamy już dobrze rozplanowaną fabułę, rozpracowany motyw i ton historii, wiemy do czego zmierza scenariusz – to możemy w końcu zająć się badaniami. Jest to rzecz skomplikowana – można badać różne aspekty dotyczące akcji (jak np. konflikt – będzie o tym więcej w późniejszych wpisach), szczegółów dopadających kolorytowi historii (czy też wzmacniających jego spójność wewnętrzną, poczucie realności świata, w wielkich skrócie to wszelka informacja/wiedza – pamiętajmy, że praca nad tworzeniem historii to w dużej części praca intelektualna) czy też studia nad postaciami (w, których bada się stworzone postacie i się je dopracowuje). Na ten krok warto poświęcić sporo czasu a jego efektów nie pożałujecie. Mała rada: za żadne skarby nie podejmujcie badań przed pozostałymi krokami, zaburzy to naturalny proces tworzenia historia i bardziej będziecie się przejmować szczegółami niż podstawami dzięki, którym fabuła może stać się dobra

7. Pisarstwo – w końcu docieramy do ostatniego kroku. To tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa. Macie już pierwszą scenę, protagonistę, listę scen, grono pomysłów i informacji z badań. Bazując na tym wszystkim możecie zacząć pisać scenariusz, i oczywiście po napisaniu go – wielokrotnie poprawiać 😉 Poprzednie sześć kroków zagwarantuje wam, że prawdopodobieństwo “bloku” będzie dużo mniejsze, nawet jeśli wasza technika pisarska opiera się na “mocnych, acz rzadkich wybuchach twórczości”. Mając odpowiednią strukturę będzie ruszać przez kolejne strony scenariusza niczym burza a energia temu towarzysząca powinna być u góry skali. Więcej na temat tego etapu będzie już w następnym odcinku, gdzie zdecydujemy jaki program warto wybrać do pisania scenariusza!

Herezja na zamku Monteforte

Ostatni raz, kiedy spotkaliśmy się mówiąc o herezji, omawialiśmy tzw. herezję orleańską – pierwszy średniowieczny przypadek herezji w Europie. Dziś ruszamy dalej, do drugiego przypadku, który miał miejsce w roku 1028, tym razem stos zapłonął w północnych Włoszech, w Mediolanie.

Całą historię można opisać jednym zdaniem. Arcybiskup Mediolanu, Aribert, podczas objazdu po diecezji turyńskiej dostał informacje o rzekomej herezji  w pobliskim zamku Monteforte, udał się tam wraz z capitanei (oddziałem rycerzy), przepytał podejrzanego o herezję Gerarda i na podstawie dysputy o dogmatach uznał go winnego herezji, na końcu spalił jego i podobnych mu odstępców na stosie w Mediolanie. Cechą charakterystyczną dla tej herezji jest fakt, że dotyczyła ona głównie ludzi świeckich – od chłopów do hrabiny.

Podobnie jak w przypadku herezji orleańskiej, i tu odstępców charakteryzował intelektualizm oraz iluminizm. Nadzwyczajnym sytuacją jest jednak to, że Gerard nigdy nie próbował kryć swoich poglądów na wiarę, co więcej był wielce zadowolony z rozmowy z arcybiskupem. Stanowił on kwintesencję niezrozumiałych odstępców, którzy byli wyedukowani i mieli dostęp do różnych interpretacji Pisma Świętego, i na tej podstawie tworzyli własną wizję – w przypadku Gerarda były to pisma Dunsa Szkota Eriugeny, czerpał również inspirację z radykalnego ascetyzmu monastycyzmu zachodniego czy herezji mesaliańskiej związanej z monastycyzmem bizantyńskim.

Jak wyglądała wewnętrzna dyscyplina owej grupy? Spółkowanie traktowano jako zło i zostało zabronione. Dziewice miały pozostać dziewicami do końca życia, żonaci mężczyźni mieli traktować swoje żony jak, gdyby były ich matkami lub siostrami. Przestrzegali surowych postów, nie spożywali mięsa, a własność prywatna została przez nich całkowicie odrzucona. Osobna grupa, zwana starszyzną modliła się w dzień i w nocy (zmieniali się), i pilnowali by nikt nie złamał ślubów czystości. Gerard opisał filozofię sekty następująco: Wierzymy i wyznajemy Ojca, Syna i Ducha Świętego. Wierzymy prawdziwie, że zostajemy zobowiązani i zwolnieni ze zobowiązań przez tych, w których mocy jest zobowiązać i zwolnić ze zobowiązania. Trwamy zarówno przy Starym, jak i Nowym Testamencie oraz świętych kanonach i codziennie je czytamy. Dodał jednak słowa: Żaden z nas nie kończy żywota bez męczarni, tak abyśmy mogli uniknąć wiecznych męczarni. Tajemnicze męczarnie, narzucanie celibatu i surowej ascezy ogółowi. Te elementy spowodowały, że Aribert chciał dowiedzieć się więcej co Gerard sądzi o poszczególnych prawdach wiary.

Arcybiskup zapytał podejrzanego o cztery rzeczy: o Trójcę Świętą, O Chrystusa i jego fakt zrodzenia z Dziewicy, o poglądy na małżeństwo i na końcu o owe męki.

Na pytaniu o Trójcy Świętej wyszła jego znajomość neoplatońskich tekstów Eriugeny, których treść Aribert uznał za heretycką: Ojciec to wieczny Bóg, który stworzył wszystko na początku i w którym wszystko istnieje. Syn to duch człowieka (animus bominis), ukochany przez Boga. Duch Święty to zrozumienie boskich praw (intellectus divinarum scientiarum), przez które rządzone są jednostkowe rzeczy.

Zapytany o Chrystusa odpowiedział: Jezus, o którym mówisz, jest duchem urodzonym zmysłowo {sensualiter) z Dziewicy, takie jest rozumienie świętych pism. Według historyka Malcolma Lamberta arcybiskup uznał to za zaprzeczenie istnienia Chrystusa jako postaci historycznej i negację ortodoksyjnej doktryny.

Dalej padło pytanie o rolę małżeństwa i tu ostatecznie Gerard poległ. Całkowicie zanegował pozytywną rolę małżeństwa, widząc w nim zło, jako, że opierało się ono na spółkowaniu, które było dla sekty zepsuciem, widział alternatywę w odrzuceniu małżeństwa i pożycia seksualnego, co miało skutkować, że ludzie zaczną rozmnażać się  niczym pszczoły – symbol czystości. Po dalszej części przesłuchania Aribert dowiedział się, że heretycy mają własnego kapłana, odrębnego od hierarchii Kościoła. Zanegowany został autorytet papieża i sakrament kapłaństwa.

Odpowiedź na ostatnie pytanie było dość wymijające – Jeśli umieramy w mękach zadanych nam przez niegodziwców, przyjmujemy to z radością, lecz jeśli natura kiedykolwiek przybliża nas do śmierci, ten, który jest w pobliżu, zabija nas w jakiś sposób (quoquo modo), zanim wyzioniemy ducha – sugeruje jednak, że w grę wchodziło morderstwo.

Jeśli wierzyć słowom Landulfowi Starszemu, kronikarzowi opisującemu owe dzieje, Aribert posłał silny oddział rycerzy by uwięzili heretyków, ale ci wbrew woli kapłana postawili heretyków przed wyborem krzyża lub stosu. Część z nich wyparła się dawnych wierzeń, inna część zostając przy wierze z chęcią skakała w płomienie. Sekta została wyeliminowana z powodów praktycznych – zagrażała stabilności władzy w tamtejszym contado (gminie).

Następnego wpisu z serii o herezjach można oczekiwać w sierpniu. Powrócimy do Francji.

Czerwona Sonja, Diablica z mieczem – Zeszyty od #00 do #06

There was a storm… A storm with red winds… Fire and blades were in it.

Na koncept postaci znanej jako Czerwona Sonja trafiłem jakiś czas temu. Niewiele czasu zajęło mi dojście do tego, że Czerwona Sonja inspirowana jest postacią z dzieł Roberta E. Howarda – Czerwoną Sonyą. Z Howardem wiele styczności nie miałem – w gruncie rzeczy, kontakty były dwa. Po pierwsze, oglądałem adaptacje jego powieści o Conanie Barbarzyńcy, które były dość…interesujące i epatowały nagością, acz mam przeczucie, że nie w pełni oddają obraz wizji autora pierwowzoru. Po drugie, czytałem kilka listów, które Howard wymieniał z H.P. Lovecraftem, i  z tych listów wyłania się obraz Howarda jako człowieka wielce inteligentnego. Tym bardziej byłem zainteresowany. Obie postacie są do siebie podobne – wojowniczki o czerwonych włosach, które odmówiły zostania żoną króla i w odwecie go zabiły. Można wręcz powiedzieć, że Czerwona Sonja jest rozwinięciem Czerwonej Sonyi, choć ta pierwsze rozwijana jest głównie przez komiksy (wydawane do dnia dzisiejszego), które jeśli czas powoli, będę recenzował. Trzeba przyznać, że po pierwszej historii, opisanej w zeszytach #01-#06, jestem więcej niż zadowolony.

Koncept Czerwonej Sonji jest wielce sugestywny. Muskularna wojowniczka, o rudych włosach sięgających poniżej ramion…a przepraszam, o włosach koloru ognia – kwestia ognia i koloru czerwonego jest tu więcej niż tylko prostym opisem wyglądu postaci, owe dwie rzeczy definiują również jej charakter i przeznaczenie. Najbardziej rozpoznawalnym elementem Czerwonej Sonji jest jednak jej ubiór, otóż nosi się ona w… kolczugowym bikini. Moja pierwsza myśl była taka: Ale dlaczego? Czy koncept powstał w wyniku jakiejś taniej fantazji? Wrażenie pogłębia fakt, że trzy pierwsze panele w zeszycie zerowym to dość bezczelne (bo zasłaniające niemal cały panel) ujęcia na tyłek głównej bohaterki. Rodzi się myśl: Seksizm? Uprzedmiotowienie kobiety? Otóż nic bardziej mylnego. Szybko się okazuje, że strój bohaterki to jedynie jej sposób na odwrócenie uwagi mężczyzn (już w zeszycie #01 Sonja stwierdza, że walczący z nią mężczyźni nawet nie zauważają jej miecza zanim ta zetnie im łeb), a sami mężczyźni dużo częściej dostają po głowie – czy to dosłownie czy metaforycznie. Szybko też okazuje się, że Sonja jest uosobieniem wolności i godności  (i poniekąd anarchii) – na wielu płaszczyznach.

Zacząłem od serii Diablica z mieczem (She-Devil with a sword), która w sumie ma 80 zeszytów, po 20-30 stron. Czyta się to w zabójczym tempie. Zeszyt zerowy to wprowadzenie do historii, nakreślenie postaci, głównie w formie narracji. Poznajemy Sonję, która przychodzi utopić smutki  w barze, dowiadujemy się, że w przeszłości skrzywdzili ją mężczyźni, po raz pierwszy widzimy ją w akcji (i faktycznie jest diablicą), po raz pierwszy pojawia się jako Nieustępliwy Sędzia, Czerwona Burza i Czerwony (krwawy) Deszcz.

Kolejne sześć zeszytów stanowią zamkniętą całość, która jednak podejmują wątki, które prawdopodobnie będę rozwijane w kolejnych zeszytach. To historia o rejonie Gathii, który jest niezwykły z jednego względu – panuje w nim niezmącony niczym spokój, co jest niesamowicie dziwne w tym świecie. Sonja ratuje posłańca, który przynosił wiadomość o pokoju do pobliskiego plemiona Zedda, ratuje go od *zbójców* (w rzeczywistości atakują go Zeddowie, którzy bardziej przypominają zwierzęta niż ludzi), ale później on i tak ginie, a sama kobieta decyduje się zwrócić jego wiadomość i ciało do Gathii, a gdy dociera do miasta spotyka ją szereg dość nieprzyjemnych rzeczy. Cała fabuła opiera się na tajemniczym Niebiańskim (The Celestial One), który przywrócił Gathii pokój i wszelkie dobro za cenę bezwzględnego posłuszeństwa, czystości, odebrania wolności (ludziom zależy jedynie na ubóstwianiu Niebiańskiego, aż zapominają nawet o własnej rodzinie) i krwawych ofiar z ludzi. Sonja powoli odkrywa prawdziwą twarz “boga” – jak to on sam jest agentem Mrocznego Boga, któremu sama prawdopodobnie kiedyś służyła. Odkrywa ruch oporu, i mimo jej niechęci do mężczyzn zaprzyjaźnia się z jednym, imieniem Osin (który na marginesie wygląda jak wariacja Conana o blond włosach). W ciągu całej historii następuje znaczny rozwój bohaterki – poznajemy jej przeszłość – jak to mężczyźni spalili jej rodzinę i dom, jak zabiła króla i została skazana na najgorsza karę (pogrzebanie żywcem) czy jej śluby czystości (odda się jedynie mężczyźnie, który pokona ją w walce – życzę powodzenia). Mimo bardzo poważnej historii jest tu również parę zabawnych momentów, miło też widzieć dynamikę relacji między Sonją a Osinem, który nawet próbuje doprowadzić do tego, by ognistowłosa złamała śluby czystości, acz kończy się to dla niego w dość żałosny sposób. Fabuła podejmuje też troszkę poważniejsze aspekty, których osią jest konflikt między tyranią pokoju (a raczej reżimem totalitarnym pod przykrywką pokoju) a sytuacją gdzie każdy może decydować o własnym losie – może być on albo dobry, albo zły. Mimo pozytywnego zakończenia (po części) Sonję nawiedzają wątpliwości co do słuszności jej działań co jedynie pogłębia jej postać i zachęca do zapoznania się z dalszymi historiami. Staje się ona silną bohaterką przez duże S.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to okładki, które co prawdą są bardzo miłe dla oka, ale nie mają wiele wspólnego z akcją poszczególnych zeszytów. Wygląda to tak jakby artyści okładek zrobili kilka-kilkanaście projektów, a później wydawcy wykorzystywali wszystkie po kolei. Dla przykładu, w czwartym zeszycie pojawia się Sonja walcząca z krokodylowatym stworem, owo monstrum nie pojawia się ani w ciągu akcji tego zeszytu, ani w ciągu całej pierwszej historii.

Na koniec zachęcam do zapoznania się z poniższym artem, który przedstawia ognistowłosą:

Red Sonja

Twórcą jest użytkownik SparkStudios ze strony DeviantArt

SparkStudios

To by było wszystko, jak na teraz. I widzimy się za parę dni!